Usiadł jeszcze bliżej mnie i ujął moją twarz. Z każdą sekundą jego usta
były bliżej moich. Zamknęłam oczy i stało się o czym marzyłam. Jochen
delikatnie zaczął muskać moje usta. Był przy tym bardzo czuły. Cały
świat dookoła mnie przestał istnieć. Byłam tylko ja i najwspanialszy
Niemiec. Z każdą kolejną chwilą wpijałam się w jego usta
zachłanniej. W końcu pociągnęłam go tak, że leżał na mnie. Sytuacja
zaczęła się robić gorąca. Nie chciałam niczego przyśpieszać. Jochen z
moich ust przeniósł się na szyję kontynuując tą chwilę. Kiedy zsunął
ramiączko z mojego ramienia wszystko dookoła zaczęło wirować, a ja byłam
w siódmym niebie. Bez zastanowienia zabrałam się za jego koszulkę. Moim
oczom ukazał się cudowny widok. Jego umięśnione ciało wprawiało mnie w ogromny podziw. Już byliśmy o krok od spełnienia swoich
pragnień kiedy nagle otworzyły się drzwi mojego pokoju.
-Upss ja nic
nie widziałam. Już mnie tu nie ma. Chciałam ci podać lekarstwa, ale
widzę, że ktoś tu lepszą kurację stosuje. Przepraszam.
Oboje z
Jochenem spojrzeliśmy na siebie. Po chwili ciszy wybuchnęliśmy śmiechem.
Troszkę byłam wściekła na Paule, ale może to lepiej, że się teraz
pojawiła.
-No to Paula miała wejście smoka. Nie martw się, ja na
pewno chciałbym kiedyś to dokończyć.- powiedział Jochen zakładając
koszulkę
-Ja też- wyszeptałam- Mam tylko nadzieję, że cię nie zarażę chorobą.
-Najwyżej razem będziemy chorować.
-Nie mam nic przeciwko, ale ty musisz być zdrowy.
-Każdy ma prawo do
choroby. Mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła ale mam jeszcze
dzisiaj jeden trening. Zadzwonię do ciebie wieczorem.
-Będę czekała. Może trochę się prześpię, chodź po tym co się dzisiaj stało będzie to trudne.
-Dasz radę. Kolorowych snów, mam nadzieję, że ze mną.-powiedział i dał mi buziaka.
Kiedy
Jochen wyszedł zaczęłam się uśmiechać sama do siebie. Już dawno się tak
nie czułam. Cały czas mam przed oczami jego nagi tors. Chyba nigdy nie
widziałam czegoś takiego. Faceci, z którymi spotykałam się do tej pory
nie dorównują mu. Niby chodzili na siłownię, ale to było takie sztuczne.
Jochen to co innego. Z moich mysli wyrwała mnie Paula.
-Kochana zostawić was na chwilę...-zaśmiała się
-Oj nic nie było. Za dużo sobie wyobrażasz.
-Tak to ciekawe co on robił bez koszulki leżąc na tobie.
-Pomagał mi się wyleczyć- obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Dobra, dobra nie wnikam. W sumie to chyba jest dobrym lekarzem, bo widzę, że już lepiej się czujesz.
-Dziekuję jest lepiej, ale chyba znowu mam gorączkę.
-Tak ciekawe od czego, bo chyba nie od choroby.- nie wytrzymałam i rzuciłam w przyjaciółkę poduszką
-Wiesz co ty nie jesteś lepsza. Słyszałam coś o twojej nocy u Kosoka. Gadaj mi tu jak na spowiedzi.
-Co mam ci powiedzieć? Byłam pijana, niewiele pamiętam.
-Nie
poznaję cię. Nigdy nie robiłaś czegoś takiego. W ogóle już dawno nie
widziałam cię tak pijanej jak na tym sylwestrze. Czy coś się stalo?
-Yyy nie nic. Wszystko dobrze. Musze jeszcze coś załatwić na mieście. Prześpij sie trochę.
-Dzieki.
Paula
wyszła z pokoju i znowu zostałam sama. Chyba ta moja przyjaciółka coś
przede mną ukrywa. Czasami mam wrażenie, że mino, że znamy się tyle lat
ja nic o niej nie wiem. Czuję, że skrywa jakąś tajemnicę. Jak będzie
chciała to mi wszystko powie. Ponownie wróciłam do moich myśli o
Jochenku. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Oczami Pauliny
Czy już całe miasto wie o tym co się stało u Grześka?
Wiedziałam, że on nie utrzyma języka za zębami. Ewidentnie Kosa ma w tym
jakiś cel, tylko dlaczego moim kosztem? Musiałam wrócić jeszcze
wieczorem na chwilę do klubu, bo zapomniałam zabrać dokumenty, które
miałam poprawić. Akurat panowie mieli trening na hali. Wracając ze
swojego biura postanowiłam wejść na chwilkę i popatrzeć. Miałam też coś
dla trenera więc fajnie się złożyło. Nie zdążyłam usiąść na krzesełku, a
już poczułam dziwne spojrzenia siatkarzy. Postanowiłam, że to oleję.
Odezwała się do mnie koleżanka, więc przez dłuższą chwilę pisałam z nią
sms-y. Niestety nie zorientowałam się, że w moim kierunku leci piłka i
zarobiłam w głowę.
-Hej Paula nie myśl tak o naszym Grzesiu tylko patrz co się dzieje- powiedział Igła, który przyszedł po piłkę.
-Spierdalaj, nie twój interes- rzuciłam wściekła
-Takie brzydkie słowa w ustach tak ładnej dziewczyny.
Zła
zabrałam swoje rzeczy i skierowałam się w stronę wyjścia. Niestety gapa
ze mnie i zgubiłam po drodze teczkę z dokumentami. Nawet tego nie
zauważyłam. Poczułam jak ze złości zbiera mi się na płacz. Nie
zastanawiając się udałam się do łazienki. Opierając ręce o umywalkę
dałam upust emocjom. Kiedy już się uspokoiłam porawiłam makijaż i
wyszłam. Idąc do wyjścia usłyszałam, że ktoś mnie woła. Ten głos
rozpoznałabym wszędzie.
-Paula czekaj to chyba twoje.- Piotrek podał mi teczkę
-A tak dzięki.-uśmiechnęłam się słabo
-Ty płakałaś? Co jest?- zapytał z troską
-Wydaje ci się. Jeszcze raz dzięki.- już chciałam iść kiedy Nowakowski się odezwał
-Nie
wiedziałem, że ty i Kosa. Widać, że jest z tobą szczęśliwy. Nie
myślałem, że go wybierzesz. Widocznie jest w czymś lepszy niż cala
reszta chłopaków. Swoją drogą, a z resztą nie ważne. Życzę szczęścia.
-Ty nic nie wiesz i nie rozumiesz. Jak chcesz to wierz sobie w to co on mówi. Mam to gdzieś dajcie mi wszyscy święty spokój. Dlaczego każdy dorabia sobie swoją wersję, a nie zapyta co ja na to. Cześć.
Nie
czekając na odpowiedź Piotrka wybiegłam z klubu i skierowałam się do
samochodu, gdzie znowu popłakałam się. Kiedy się uspokoiłam pojechałam
do domu. Nie poszłam jednak od razu do mieszkania. Musiałam sobie
wszystko poukładać więc udałam się do pobliskiego parku. Do domu
wróciłam bardzo późno. Agnieszka już spała. Ja postanowiłam, że zrobię
to samo. Ostatnie dni wiele mnie kosztowały.
Cicha
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz