wtorek, 12 lutego 2013

Rozdział 1

Za oknami śnieg pokrył już wszystkie drzewa. Dzieci biegały po dworze, rzucały w siebie śnieżkami. Zatęskniłam wtedy do czasu, kiedy wszystko było beztroskie, kiedy byłam dzieckiem i nie rozumiałam wszystkiego. Dziś jestem dorosła, mieszkam na Podkarpaciu, studiuję wymarzony kierunek. Można by rzec – czego chcieć więcej? Niestety, mi wciąż brakuje tego czegoś…

Ostatnie dni to bieganina między uczelnią a pracą. Ale tak to wygląda, kiedy wiążesz się z mało odpowiedzialnym człowiekiem. To właśnie on w ostatnich dniach wadził w moim życiu, niejednokrotnie próbowałam zebrać w sobie wszystkie możliwe siły i odejść. Ale dopiero przed Gwiazdką poczułam, że jest to ten odpowiedni moment.

-Łukasz, co Ty tutaj robisz? – zapytałam zdezorientowana, kiedy zziębnięta wpadłam do swojego mieszkania. – Z tego co się orientuję, to powinieneś być teraz w pracy.
-Powinienem czy nie powinienem. To już wyłącznie moja sprawa – rzucił. – Mogłabyś nie przeszkadzać? Ważny mecz oglądam.
-Ach tak. Mecz jest ważniejszy ode mnie..
-Co dzisiaj na obiad?
-Ty sobie chyba żartujesz?
-Nie. Przepraszam Cię, ale nie miałem czasu, żeby coś ugotować. Wiesz, koledzy wpadli i chcieliśmy wypić sobie po browarku..
-Że co powiedziałeś? Kim jestem dla Ciebie?!
-No wiesz, moją ukochaną dziewczyną..
-Chyba chciałeś powiedzieć: sprzątaczką. Jeśli ma być tak dalej, to odchodzę od Ciebie.

Ubrałam szybko na siebie płaszcz, czapkę, szalik, a na nogi wcisnęłam kozaki. Bez chwili namyślenia wyszłam z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Nie wiedziałam, co ze sobą zrobię, nie wiedziałam, gdzie się podzieję. Być może tej nocy wrócę do domu, być może umrę z zimna. Było mi wszystko jedno.

Oczami Pauliny

To ostatnie dni pracy w klubie przed świętami, które spędzę, w tym roku, sama. Nie mam ochoty jechać do rodziny, spędzać kilka godzin w korku czy w pociągu. Chciałabym odpocząć i odetchnąć z dala od zgiełku, od magii Bożego Narodzenia. Może zaproponuję Adze, żeby przyszła do mnie, bo z tego, co wiem, ma teraz trochę wolnego od zajęć i szkoda, żeby marnowała swój czas siedząc przy książkach. Jednak już teraz wiem, że będzie to niezwykle trudne zadanie. 


Trzymając w dłoni kubek z gorącą czekoladą, spoglądałam przez okno na rzeszowski rynek. Ludzie tułali się z jednego końca na drugi, trzymając w rękach torby pełne zakupów. Pewnie część z nich to prezenty dla ich najbliższych, dla chłopaka, dziewczyny. Wśród osób średniego wzrostu zauważyłam też kilku wysokich mężczyzn, którzy są, zapewne, zawodnikami tutejszego klubu. 
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam przez judasza, tak jak zawsze uczyła mnie mama. „Nie otwieraj drzwi nieznajomym” – te słowa teraz przyszły mi do głowy.


-Aga, co Ty tutaj robisz? – spytałam zaskoczona, kiedy zauważyłam, że to moja najlepsza przyjaciółka.
Nie odpowiedziała. Wybuchła płaczem.
-Wejdź do środka, nie stój tak – zaprosiłam ją. – Powiesz mi co się stało?
Całą noc spędziłyśmy na rozmowie. Opowiadała, co się stało, dlaczego tak zrobiła. W sumie – zawsze twierdziłam, że Łukasz nie jest dla niej odpowiednim facetem. Powinna znaleźć sobie kogoś innego, bardziej wartościowego niż on. Miałam już nawet jednego kandydata...


Rano obudziłam się na kanapie przykryta kocem, a pod głową miałam miękką poduszkę. Rozejrzałam się – to nie było moje mieszkanie. Przez moment próbowałam domyśleć się skąd się tutaj wzięłam, gdzie ja jestem. Dopiero głos mojej najlepszej przyjaciółki sprawił, że wszystko ułożyło mi się w jedną logiczną całość.

-Zjedz coś i koniecznie napij się herbaty – powiedziała. – Jak tutaj przyszłaś, byłaś bardzo zziębnięta. Chyba nie chcesz się rozchorować?

Uśmiechnęłam się pod nosem. Po chwili jednak zaczęłam gorzko żałować tego gestu, bo przypomniało mi się jak czułam się przez ostatnie miesiące. Nikt o mnie nie dbał, uczyłam się, pracowałam i sprzątałam w mieszkaniu.

Ubrałam się w kilka swoich rzeczy, które uprzednio zostawiłam w mieszkaniu Pauliny. Niejednokrotnie miałam po nie wrócić, ale chyba los robił wszystko, aby tutaj zostały.
Siedziałam przy ciemnym, hebanowym stole, ubrana w szeroki beżowy sweter i czarne legginsy, kiedy ktoś zapukał. Wtedy przypomniałam sobie, że wyglądam pewnie jak siódme nieszczęście, bo przez łzy rozmazał mi się tusz, a włosy układały się każdy w inną stronę.

Usłyszałam męski głos. Zastanawiałam się, kto to taki i co tutaj robi. Po chwili usłyszałam, jak Paulina mówi po angielsku. Modliłam się tylko o to, żeby to nie był ON. Nie chciałam prezentować się tak źle już podczas pierwszego, choć przypadkowego, spotkania.

 dropofwater

No to pierwszy rozdział za nami. Podobało się? Liczy się dla nas każdy komentarz i ten pozytywny, i ten negatywny. :)

2 komentarze:

  1. brawo Aga tak trzymaj nie daj się być chłopu kurą domową xdd

    OdpowiedzUsuń
  2. akcja się rozkreca ;p czekam na następne rozdziały ^^

    OdpowiedzUsuń