czwartek, 14 lutego 2013

Rozdział 3



Okres świąteczny minął bardzo szybko. Tym razem wszyscy odliczali czas do Sylwestra. Oczywiście oprócz mnie i Pauliny, bo doskonale zdawałyśmy sobie sprawę, że i ten dzień spędzimy w swoim towarzystwie w jej mieszkaniu w centrum Rzeszowa. Ja nie byłam w stanie pokazać się gdziekolwiek, a ona – nie chciała.
Przyzwyczaiłam się, dość szybko, do nowej sytuacji, nowej lokalizacji. Lubiłam wieczorami siadać na specjalnym parapecie, trzymać w dłoni kubek pełen owocowej herbaty i patrzeć na spieszących się ludzi. Zawsze mnie ciekawiło, gdzie oni tak pędzą – na pewno nie do pracy, bo wszyscy mają teraz wolne. Może do swoich najbliższych albo do domu na romantyczną kolację? Na myśl o tym drugim tylko się wzdrygnęłam. Byłam już w tylu związkach, miałam tylu partnerów, ale nigdy nie czułam do nich niczego takiego, co czuję do jednego mężczyzny. Doskonale wiem, że nigdy nie będziemy razem, bo nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Zresztą.. czy ja jestem dla kogokolwiek przeznaczona?

-Jeszcze nie śpisz? – spytała zadziwiona Paulina. – Jest bardzo późna godzina.
-Wiesz, jakoś nie mam ochoty – odpowiedziałam nie odrywając wzroku od okna. – Ale Ty śpij, musisz się wyspać.

Spojrzała na mnie lekko zdezorientowana, ale po chwili była już w swoim pokoju.
Wzięłam laptopa. Lubiłam wieczorem siedzieć na portalach społecznościowych, przeglądać zdjęcia moich szczęśliwych przyjaciół, którzy tłumnie, w ostatnim czasie, brali śluby. Nie mówię, że nie cieszy mnie to, ale czasem było mi przykro patrzeć na to, że tak wiele bliskich mi osób potrafi być szczęśliwych z drugą osobą, tylko nie ja. No cóż, czas się do tego przyzwyczaić. „Forever alone” – takie słowa przyszły mi w tej chwili do głowy.

Oczami Pauliny
Do końca roku pozostało już tylko kilka dni. Nie było trzeba zaglądać w tym celu do kalendarza, wystarczyło spojrzeć na ludzi, którzy tłumnie zmierzali do rzeszowskiego centrum handlowego. Moje plany na sylwestrowy wieczór? Szampan, przekąski i dobra komedia w towarzystwie najlepszej przyjaciółki. 

Wstałam rano jako pierwsza. Poszłam do łazienki, gdzie przemyłam twarz. Mimowolnie spojrzałam w lusterko. „To już tyle czasu minęło od tamtego zdarzenia” – pomyślałam. Poszłam prosto do kuchni i zajrzałam w komórkę – „Masz 5 nieodebranych telefonów” widniało na wyświetlaczu. Dzwonili z klubu – byłam nieco zdziwiona. Przecież mamy teraz wolne. Jednak bez chwili zawahania postanowiłam oddzwonić, by zaspokoić swoją ciekawość.

-Tak słuchałam – usłyszałam głos prezesa zespołu, Marka Panka.
-Dzwonił do mnie Pan – powiedziałam. – Coś się stało?
-Nie, a właściwie tak. Organizujemy klubowy Sylwester i chcielibyśmy Panią, jako naszego pracownika, zaprosić na niego.
-Tylko wie Pan, jest jeden mały problem.
-Tak?
-Nie chcę, aby moja przyjaciółka została sama w domu. Ostatnio miała osobiste problemy, nie układało się jej najlepiej, a kto wie, co głupiego wpadnie jej do głowy, kiedy zostanie sama.
-No wiesz, chciałem zaprosić tylko ludzi, którzy pracują w klubie, żeby potem nie pojawiały się niepotrzebne zgrzyty z mediami.
-Aga nie jest dziennikarką, jest zwykłą studentką. Bardzo dobrą studentką.
-A co studiuje?
-Filologię niemiecką.
-Hm, w takim razie chyba będzie lepiej, jeśli przyjdzie. Będzie potrzebny nam tłumacz. Bo widzisz, Jochen i Anna nie są już razem.
Omal nie upuściłam telefonu.
-Przepraszam prezesie, ale muszę kończyć. Powinnam zobaczyć, co z koleżanką. Czekam na konkretne informacje.

Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i położyłam moją komórkę na blat. Kilkakrotnie odetchnęłam głośno, bo nie uwierzyłam w to, co słyszałam. Najbardziej wytrwała i przykładna para rzeszowskiej drużyny rozstała się. A to dopiero chichot losu…

Wir zakupów porwał także nas. Paulina kupiła dla siebie ciemnobrązową sukienkę sięgającą do kolan, na ramiączkach. Była to prosta kreacja, ale zarówno jej, jak i mi, bardzo się podobała. Do tego dobrała oczywiście buty, torebkę i biżuterię. Ja dla siebie nic nie kupiłam, bo nie miałam ochoty tam iść. 

-Aga, nie daj się prosić i idź tam – Paulina „wierciła mi dziurę w brzuchu”. – Chcesz tak sama siedzieć w domu i płakać?
-Wszystko mi jedno – wzruszyłam ramionami. – Nie jestem tam mile widziana, doskonale o tym wiemy.
-Ale rozmawiałam z Markiem i się zgodził.
-Zgodził się, bo go o to poprosiłaś.
-Nie mam do Ciebie siły. Jesteś strasznie uparta.
-Wiem.

Do imprezy został już tylko jeden dzień, a Paulina nadal nie odpuściła i codziennie, przy każdej możliwej okazji, mówiła do mnie o Sylwestrze. Chcąc – nie chcąc w końcu uległam, byleby mieć święty spokój. W głębi nadal czułam, że nie jestem osobą, którą naprawdę tam chcieliby zobaczyć. Po południu poszłyśmy razem do centrum handlowego. Kupiłam sobie czarną sukienkę, na szerokich ramiączkach, do połowy ud, obszywaną, z przodu, cekinami. Do tego czarne szpilki i czarną kopertówkę. W drodze powrotnej postanowiłyśmy zajść do cukierni – na ciastko. 

-Od kilku dni jesteś taka „nieobecna” – powiedziała Paulina.
„Cóż za trafna diagnoza” – pomyślałam.
-Coś się stało? – dopytywała.
-Nie. Po prostu jeszcze nie doszłam do siebie po ostatnim zdarzeniu. Wiem, że zaraz powiesz, że dobrze się stało, bo, być może, nie był mi przeznaczony. Ale proszę posłuchaj mnie – nie zawsze tak było, coś się zaczęło psuć w ostatnim czasie. Może to moja wina, bo za dużo się uczyłam, bo dużo czasu spędzałam w pracy, na uczelni. Może on po prostu potrzebował więcej zaangażowania z mojej strony w ten związek, a ja nie potrafiłam dać z siebie więcej uczucia.
-Nie obwiniaj siebie, to nie Twoja wina.
-Nie obwiniaj się? O co chodzi? – zapytał ten, o którym myślałam, że powinien być ostatnim, który powinien się tutaj pojawić.

dropofwater

1 komentarz: