Okres świąteczny minął
bardzo szybko. Tym razem wszyscy odliczali czas do Sylwestra. Oczywiście oprócz
mnie i Pauliny, bo doskonale zdawałyśmy sobie sprawę, że i ten dzień spędzimy w
swoim towarzystwie w jej mieszkaniu w centrum Rzeszowa. Ja nie byłam w stanie
pokazać się gdziekolwiek, a ona – nie chciała.
Przyzwyczaiłam się,
dość szybko, do nowej sytuacji, nowej lokalizacji. Lubiłam wieczorami siadać na
specjalnym parapecie, trzymać w dłoni kubek pełen owocowej herbaty i patrzeć na
spieszących się ludzi. Zawsze mnie ciekawiło, gdzie oni tak pędzą – na pewno
nie do pracy, bo wszyscy mają teraz wolne. Może do swoich najbliższych albo do
domu na romantyczną kolację? Na myśl o tym drugim tylko się wzdrygnęłam. Byłam
już w tylu związkach, miałam tylu partnerów, ale nigdy nie czułam do nich
niczego takiego, co czuję do jednego mężczyzny. Doskonale wiem, że nigdy nie
będziemy razem, bo nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Zresztą.. czy ja jestem dla
kogokolwiek przeznaczona?
-Jeszcze nie śpisz? –
spytała zadziwiona Paulina. – Jest bardzo późna godzina.
-Wiesz, jakoś nie mam
ochoty – odpowiedziałam nie odrywając wzroku od okna. – Ale Ty śpij, musisz się
wyspać.
Spojrzała na mnie lekko
zdezorientowana, ale po chwili była już w swoim pokoju.
Wzięłam laptopa.
Lubiłam wieczorem siedzieć na portalach społecznościowych, przeglądać zdjęcia
moich szczęśliwych przyjaciół, którzy tłumnie, w ostatnim czasie, brali śluby.
Nie mówię, że nie cieszy mnie to, ale czasem było mi przykro patrzeć na to, że
tak wiele bliskich mi osób potrafi być szczęśliwych z drugą osobą, tylko nie
ja. No cóż, czas się do tego przyzwyczaić. „Forever alone” – takie słowa
przyszły mi w tej chwili do głowy.
Oczami
Pauliny
Do
końca roku pozostało już tylko kilka dni. Nie było trzeba zaglądać w tym celu
do kalendarza, wystarczyło spojrzeć na ludzi, którzy tłumnie zmierzali do
rzeszowskiego centrum handlowego. Moje plany na sylwestrowy wieczór? Szampan,
przekąski i dobra komedia w towarzystwie najlepszej przyjaciółki.
Wstałam
rano jako pierwsza. Poszłam do łazienki, gdzie przemyłam twarz. Mimowolnie
spojrzałam w lusterko. „To już tyle czasu minęło od tamtego zdarzenia” –
pomyślałam. Poszłam prosto do kuchni i zajrzałam w komórkę – „Masz 5
nieodebranych telefonów” widniało na wyświetlaczu. Dzwonili z klubu – byłam
nieco zdziwiona. Przecież mamy teraz wolne. Jednak bez chwili zawahania
postanowiłam oddzwonić, by zaspokoić swoją ciekawość.
-Tak
słuchałam – usłyszałam głos prezesa zespołu, Marka Panka.
-Dzwonił
do mnie Pan – powiedziałam. – Coś się stało?
-Nie,
a właściwie tak. Organizujemy klubowy Sylwester i chcielibyśmy Panią, jako
naszego pracownika, zaprosić na niego.
-Tylko
wie Pan, jest jeden mały problem.
-Tak?
-Nie
chcę, aby moja przyjaciółka została sama w domu. Ostatnio miała osobiste
problemy, nie układało się jej najlepiej, a kto wie, co głupiego wpadnie jej do
głowy, kiedy zostanie sama.
-No
wiesz, chciałem zaprosić tylko ludzi, którzy pracują w klubie, żeby potem nie
pojawiały się niepotrzebne zgrzyty z mediami.
-Aga
nie jest dziennikarką, jest zwykłą studentką. Bardzo dobrą studentką.
-A
co studiuje?
-Filologię
niemiecką.
-Hm,
w takim razie chyba będzie lepiej, jeśli przyjdzie. Będzie potrzebny nam
tłumacz. Bo widzisz, Jochen i Anna nie są już razem.
Omal
nie upuściłam telefonu.
-Przepraszam
prezesie, ale muszę kończyć. Powinnam zobaczyć, co z koleżanką. Czekam na
konkretne informacje.
Nacisnęłam
czerwoną słuchawkę i położyłam moją komórkę na blat. Kilkakrotnie odetchnęłam
głośno, bo nie uwierzyłam w to, co słyszałam. Najbardziej wytrwała i przykładna
para rzeszowskiej drużyny rozstała się. A to dopiero chichot losu…
Wir zakupów porwał
także nas. Paulina kupiła dla siebie ciemnobrązową sukienkę sięgającą do kolan,
na ramiączkach. Była to prosta kreacja, ale zarówno jej, jak i mi, bardzo się
podobała. Do tego dobrała oczywiście buty, torebkę i biżuterię. Ja dla siebie
nic nie kupiłam, bo nie miałam ochoty tam iść.
-Aga, nie daj się
prosić i idź tam – Paulina „wierciła mi dziurę w brzuchu”. – Chcesz tak sama
siedzieć w domu i płakać?
-Wszystko mi jedno – wzruszyłam
ramionami. – Nie jestem tam mile widziana, doskonale o tym wiemy.
-Ale rozmawiałam z
Markiem i się zgodził.
-Zgodził się, bo go o
to poprosiłaś.
-Nie mam do Ciebie
siły. Jesteś strasznie uparta.
-Wiem.
Do imprezy został już
tylko jeden dzień, a Paulina nadal nie odpuściła i codziennie, przy każdej
możliwej okazji, mówiła do mnie o Sylwestrze. Chcąc – nie chcąc w końcu
uległam, byleby mieć święty spokój. W głębi nadal czułam, że nie jestem osobą,
którą naprawdę tam chcieliby zobaczyć. Po południu poszłyśmy razem do centrum
handlowego. Kupiłam sobie czarną sukienkę, na szerokich ramiączkach, do połowy
ud, obszywaną, z przodu, cekinami. Do tego czarne szpilki i czarną kopertówkę.
W drodze powrotnej postanowiłyśmy zajść do cukierni – na ciastko.
-Od kilku dni jesteś
taka „nieobecna” – powiedziała Paulina.
„Cóż za trafna
diagnoza” – pomyślałam.
-Coś się stało? –
dopytywała.
-Nie. Po prostu jeszcze
nie doszłam do siebie po ostatnim zdarzeniu. Wiem, że zaraz powiesz, że dobrze
się stało, bo, być może, nie był mi przeznaczony. Ale proszę posłuchaj mnie –
nie zawsze tak było, coś się zaczęło psuć w ostatnim czasie. Może to moja wina,
bo za dużo się uczyłam, bo dużo czasu spędzałam w pracy, na uczelni. Może on po
prostu potrzebował więcej zaangażowania z mojej strony w ten związek, a ja nie
potrafiłam dać z siebie więcej uczucia.
-Nie obwiniaj siebie,
to nie Twoja wina.
-Nie obwiniaj się? O co
chodzi? – zapytał ten, o którym myślałam, że powinien być ostatnim, który
powinien się tutaj pojawić.
dropofwater
coś czuje ze Sylwester bedzie niezapomniany ;p
OdpowiedzUsuń