środa, 20 lutego 2013

Rozdział 5



Wszystko, co piękne, szybko się kończy. Nie minęło kilka dni, a już było trzeba wracać na uczelnię. Całą noc przed pierwszymi zajęciami w nowym roku nie mogłam spać. Myślałam, że to może przez nerwy, ale także nad ranem bardzo źle się czułam. Bolała mnie głowa, nie byłam w stanie podnieść się z łóżka.

-Aga, wstawaj, dzisiaj masz zajęcia – powiedziała Paulina.
-Wiem, ale strasznie źle się czuję – wydukałam. – Boli mnie głowa, jest mi zimno.
-Już nie kombinuj. Nie chce Ci się, bo pewnie wolałabyś spędzić ten czas z Jochenem.
-Daj mi termometr.

Trzepałam się z zimna. Zmierzyłam sobie temperaturę – no pięknie, prawie 40 stopni. Nie ma to jak dobrze rozpocząć drugi semestr na studiach.

oczami Pauliny

Nie wróciłam jeszcze do pracy, a już czułam, że dużo się dzieje. Wolałam jednak zajrzeć najpierw do studentki, która nie miała ochoty podnosić się z łóżka. Kiedy weszłam do pokoju, widziałam, że wciąż leży. Mówiła bardzo niewyraźnie, a jak się kilkanaście minut później okazało – rozchorowała się. Widziałam jak jest zdenerwowana, pewnie dlatego, że jak nie przyjdzie na kilka zajęć, to sobie nie poradzi. To był dobry pomysł, bo przecież jest jeden dobry korepetytor, który na pewno z wielką chęcią jej pomoże.

-Aguś, nie obraź się, ale ja muszę do pracy jechać – powiedziałam.
-Zabierz mnie ze sobą, nie chcę siedzieć sama – usłyszałam w odpowiedzi. – Boję się.
-Co się stało?
-Mam głupie przeczucie, że Łukasz przyjdzie. Nie mam ochoty się z nim widzieć..
-No dobrze. Tylko ubierz się ciepło.

Pojechałam na Podpromie z Pauliną. Nie wiedziałam czy jest to dobry pomysł, ale na pewno nie miałam ochoty siedzieć samej. Do torby spakowałam zeszyt, bo chciałam się pouczyć z niemieckiego. Na zajęcia nie byłam w stanie iść, ale i tak odczuwałam głód nauki.

-Usiądź na trybunach – poprosiła mnie Paulina. – Ja Andrzejowi ja wszystko wytłumaczę.
Poszłam grzecznie na krzesełka. Siedziałam cały czas w kurtce, a i tak trzęsłam się z zimna.
-Pani Agnieszko, niech pani przyjdzie do nas – usłyszałam wołanie z dołu.
Zdziwiłam się, kiedy zauważyłam, że trener Resovii chce, abym siedziała z nimi na parkiecie. Ledwo usiadłam na krzesełku, a już zasnęłam.

oczami Pauliny

Nic jej nie budził, nawet głośne przekleństwa ze strony siatkarzy. Sen to najlepsze lekarstwo, dlatego nikt nie chciał jej przeszkadzać. Jednak kiedy trening dobiegł końca pojawił się problem. Na szczęście znalazł się jeden chętny, który powiedział, że zaniesie ją do auta, a potem wniesie do mieszkania. Cała drużyna spojrzała na Jochena z lekkim szokiem. Wyglądało na to, że ulubieniec fanów Resovii, a zwłaszcza fanek, zakochał się.

Siedzieliśmy w aucie. Panowała kompletna cisza. Aga spała na tylnym siedzeniu z zeszytem z notatkami na kolanach.

-Długo się znacie? – spytał niespodziewanie Jochen, wbijając palce w kierownicę.
-Tak, prawie 10 lat – odpowiedziałam.
Znów zapadła cisza.
-Nie wiem, dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że Ty coś czujesz do Grześka.
Zaczęłam się śmiać.
-Nie, skądże.
-No wiesz, ostatnia noc z nim. Mówił nam o tym w szatni. Żałuj, że nie widziałaś jego miny. Był rozanielony.
-Dobra, możesz mi powiedzieć wprost o co Ci chodzi? – zapytałam lekko zirytowana ostatnią uwagą. – To jest moje życie i tylko ja mam prawo decydować, co z nim zrobię.
-Przepraszam – rzucił po polsku z niemieckim akcentem, po chwili powrócił jednak do angielskiego. – Nie chciałem, żeby tak to zabrzmiało.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Jeden z najbardziej porządnych facetów w naszej drużynie.
-Aga, obudź się – rzuciłam do koleżanki i lekko nią potrząsnęłam. – Jesteśmy już pod blokiem.
-Nie budź jej, ja nią zaniosę na górę – uśmiechnął się. – Ale zaraz po tym zmywam się.
„Chciałabym zobaczyć, jak się zmywasz. Pewnie zostaniesz tam tak długo dopóty, dopóki się nie obudzi” – pomyślałam.

Kiedy otworzyłam oczy, leżałam już na łóżku. W domu panowała krępująca cisza, jednak po chwili ktoś zapukał do drzwi od pokoju.
-Paula, Twoje mieszkanie, a Ty jeszcze do mnie pukasz? – próbowałam krzyknąć, ale moje gardło wydobyło z siebie jakieś piski.
Znów rozległo się pukanie.
-Wejdź.
Zza drzwi wyłonił się Jochen. No tak, tylko jego tutaj brakuje, żeby oglądał, jak źle wyglądam.
-Paulina musiała na chwilę wyskoczyć z domu, ale obiecała, że kupi Ci jakieś lekarstwa – wytłumaczył się. – Zrobiłem Ci herbatę, może Ci pomoże.
-Dziękuję – powiedziałam i po chwili zrozumiałam, że powiedziałam to w tym języku, co nie trzeba.
Uśmiechnął się i przysiadł, niepewnie, na róg łóżka, a kubek z herbatą postawił na parapecie.
-Jak się czujesz? – dotknął delikatnie mojego czoła. – Nie wyglądasz najlepiej.
-Wiem.
-Jesteś wyjątkowo małomówna.
-Gardło mnie boli.
-To zawsze możemy to jakoś razem wyleczyć.
Spojrzałam na niego – mówił to dość poważnym tonem. Myślałam, że przyniesie mi tabletki albo zrobi mleko z czosnkiem i masłem. Jednak miał zupełnie inną koncepcję na to, jak wyleczyć moje gardło.

dropofwater

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz