czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział 7

Powrót po chorobie był dla mnie bardzo ciężki. Kilka dni przed rozpoczęciem zajęć przeze mnie, dostałam wypowiedzenie w pracy. Szczerze mówiąc, nie wiem czym kierował się szef przy wyrzuceniu mnie, ale w sumie to się cieszyłam. Potrzebuję teraz więcej czasu na odrobienie zaległości, a tych nie było mało.

-Będzie Pani ciężko wszystko nadrobić – postawił jasno sprawę profesor. – Materiał do najłatwiejszych nie należy. Zdaję sobie sprawę, że Pani jest jedną z najlepszych, o ile nie najlepszą, studentką na tym kierunku, ale uprzedzam – będzie ciężko.

Załamałam się. Jak tylko weszłam do środka, rzuciłam torbę w kąt i usiadłam na kanapie. Łzy mi płynęły jedna za drugą. Nagle naszła mnie ochota, żeby rzucić studia i wyjechać daleko stąd.

-Aga, co się stało? – zapytała Paulina. – Łukasz tu był?
-Nie. Chyba zakończę swoją edukację – odpowiedziałam. – Mam do nadrobienia bardzo trudny materiał, nawet mój wykładowca we mnie nie wierzy.
-Przecież jest Jochen, on Ci może pomóc.
-Ma swoje zajęcia, takie jak treningi i nie chcę mu zawracać głowy.
-Wiesz, po ostatniej akcji myślę, że Ty także możesz być jego trenerką – Paulina musiała mi to wypomnieć. – A zresztą teraz bym już nie wpadła w najmniej odpowiednim momencie, obiecuję.
-O wilku mowa – usłyszałam swoją przyjaciółkę. – Wpadłeś dokończyć to, czego się nie udało ostatnio dokończyć?
Myślałam, że wstanę i wezmę poduszkę, żeby walnąć ją w głowę.
-Nie. Nudzi mi się samemu w domu, pomyślałem, że może byśmy poszli na kręgle? – zaproponował. – No chyba, że nie macie ochoty.
-Ja z chęcią bym poszła – powiedziała Paula. – Nie wiem jak Aga.
-Zostanę w domu. Muszę się pouczyć.

Aga i jej upartość. Dzięki temu była najlepszą studentką na roku i nie dziwię się, że po tym, co usłyszała, tak bardzo załamała się. Chyba nikt nie chciałby usłyszeć takich słów od człowieka, który Cię uczy. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do najlepszej kręgielni w mieście. Na miejscu okazało się, że przyjechał także Piotrek i Grzesiek. Takie towarzyskie spotkanie. Na powitanie Grzesiek pocałował mnie w policzek, co niekoniecznie mi, i Piotrkowi, się spodobało. Weszliśmy do środka i rozpoczęliśmy grę. Ja z Jochenem kontra Cichy Pitt i Kosa. Śmialiśmy się bez przerwy, ludzie, którzy także byli w lokalu, dziwnie na nas spoglądali. 

-I co? Nadal się będziesz upierać, że Kosa nic do Ciebie i Ty nic do niego? – zapytał Niemiec, pijąc sok pomarańczowy przez słomkę.
-Ja do niego nic, ale nie wiem czy on do mnie coś. Wiesz, wolałabym, żeby Piotrek do mnie coś czuł – powiedziałam półszeptem.
-Powiem Ci coś w tajemnicy. Ta Aśka, z którą przyszedł, to jest jego daleka kuzynka. Przyznał mi się ostatnio, ale prosił, żebym nikomu nie mówił.
-Wiesz, że w ten sposób złamałeś tajemnicę?
-Wiem, ale robię to z dobroci. Bo wiesz, chcę, żebyś była z nim. Pasujecie do siebie.
-Miło mi to słyszeć – uśmiechnęłam się.
Zapadła cisza.
-Może by tak jeszcze kiedyś zorganizować własną imprezę w klubowym towarzystwie? – zaproponował atakujący.
-To nie jest głupi pomysł.
-Jest połowa sezonu, a ja chyba jeszcze nie do końca zdołałem zaadaptować się w nowym środowisku.
-To tym bardziej taka impreza jest wskazana. Tylko wiesz – ani trener, ani nikt inny nie może o tym wiedzieć.
-Najlepiej byłoby zrobić to gdzieś za miastem.
Uśmiechnęłam się.
-Pomogę Ci w organizacji.


Kiedy przyszli Piotrek z Grześkiem, postanowiliśmy, że wrócimy już do domu. Spotkanie minęło bardzo szybko i bardzo miło.
Podczas drogi powrotnej zaproponowałam Jochenowi, że wpadł na herbatę i kawałek ciasta, które upiekła Aga, kiedy siedziała w domu. Na początku się wykręcał, że już późno, a jutro z samego rana trening, ale po chwili zastanowienia zgodził się.

-Aga, gdzie Ty jesteś? – zapytałam głośno.
-Tutaj – usłyszałam głos zza kanapy.
Zauważyłam, że znów przyjęła jedną ze swoich wygodnych pozycji. Głowa na dół, nogi zarzuciła na oparcie od kanapy. Czasem odnoszę wrażenie, że ona jest z gumy i nie ma żadnych kości.
-Wiesz która jest godzina?
-Wiem. Ale jeszcze mam trochę do nauki.

-A z czego się uczysz? – zapytał Jochen.
Byłam trochę zdziwiona jego obecnością i pomyślałam, że może teraz coś do Pauliny. Szybko zabrałam swoje rzeczy, pobiegłam na palcach do pokoju, zamknęłam drzwi i postanowiłam posłuchać muzyki.

-Nie przejmuj się. Ona jak siedzi i się uczy, to biega z pokoju do pokoju z książkami.
-A co studiuje?
-Germanistykę.
-Naprawdę? – zdziwił się. – Jestem w szoku.
-Właśnie. Ma teraz jakiś trudny materiał do ogarnięcia, może byś jej pomógł?
-Czemu nie? Mogę nawet teraz.

-Aga, mogę wejść? – usłyszałam jego głos.
Pobiegłam do drzwi, otworzyłam mu je.
-Słyszałem, że potrzebujesz pomocy z niemieckiego.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Oczywiście. Tylko wiesz, chciałabym coś dokończyć – puściłam mu oczko.

dropofwater

piątek, 22 lutego 2013

Rozdział 6

Usiadł jeszcze bliżej mnie i ujął moją twarz. Z każdą sekundą jego usta były bliżej moich. Zamknęłam oczy i stało się o czym marzyłam. Jochen delikatnie zaczął muskać moje usta. Był przy tym bardzo czuły. Cały świat dookoła mnie przestał istnieć. Byłam tylko ja i najwspanialszy Niemiec. Z każdą kolejną chwilą wpijałam się w jego usta zachłanniej. W końcu pociągnęłam go tak, że leżał na mnie. Sytuacja zaczęła się robić gorąca. Nie chciałam niczego przyśpieszać. Jochen z moich ust przeniósł się na szyję kontynuując tą chwilę. Kiedy zsunął ramiączko z mojego ramienia wszystko dookoła zaczęło wirować, a ja byłam w siódmym niebie. Bez zastanowienia zabrałam się za jego koszulkę. Moim oczom ukazał się cudowny widok. Jego umięśnione ciało wprawiało mnie w ogromny podziw. Już byliśmy o krok od spełnienia swoich pragnień kiedy nagle otworzyły się drzwi mojego pokoju.

-Upss ja nic nie widziałam. Już mnie tu nie ma. Chciałam ci podać lekarstwa, ale widzę, że ktoś tu lepszą kurację stosuje. Przepraszam.

Oboje z Jochenem spojrzeliśmy na siebie. Po chwili ciszy wybuchnęliśmy śmiechem. Troszkę byłam wściekła na Paule, ale może to lepiej, że się teraz pojawiła.

-No to Paula miała wejście smoka. Nie martw się, ja na pewno chciałbym kiedyś to dokończyć.- powiedział Jochen zakładając koszulkę
-Ja też- wyszeptałam- Mam tylko nadzieję, że cię nie zarażę chorobą.
-Najwyżej razem będziemy chorować.
-Nie mam nic przeciwko, ale ty musisz być zdrowy.
-Każdy ma prawo do choroby. Mam nadzieję, że nie będziesz na mnie zła ale mam jeszcze dzisiaj jeden trening. Zadzwonię do ciebie wieczorem.
-Będę czekała. Może trochę się prześpię, chodź po tym co się dzisiaj stało będzie to trudne.
-Dasz radę. Kolorowych snów, mam nadzieję, że ze mną.-powiedział i dał mi buziaka.

Kiedy Jochen wyszedł zaczęłam się uśmiechać sama do siebie. Już dawno się tak nie czułam. Cały czas mam przed oczami jego nagi tors. Chyba nigdy nie widziałam czegoś takiego. Faceci, z którymi spotykałam się do tej pory nie dorównują mu. Niby chodzili na siłownię, ale to było takie sztuczne. Jochen to co innego. Z moich mysli wyrwała mnie Paula.

-Kochana zostawić was na chwilę...-zaśmiała się
-Oj nic nie było. Za dużo sobie wyobrażasz.
-Tak to ciekawe co on robił bez koszulki leżąc na tobie.
-Pomagał mi się wyleczyć- obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
-Dobra, dobra nie wnikam. W sumie to chyba jest dobrym lekarzem, bo widzę, że już lepiej się czujesz.
-Dziekuję jest lepiej, ale chyba znowu mam gorączkę.
-Tak ciekawe od czego, bo chyba nie od choroby.- nie wytrzymałam i rzuciłam w przyjaciółkę poduszką
-Wiesz co ty nie jesteś lepsza. Słyszałam coś o twojej nocy u Kosoka. Gadaj mi tu jak na spowiedzi.
-Co mam ci powiedzieć? Byłam pijana, niewiele pamiętam.
-Nie poznaję cię. Nigdy nie robiłaś czegoś takiego. W ogóle już dawno nie widziałam cię tak pijanej jak na tym sylwestrze. Czy coś się stalo?
-Yyy nie nic. Wszystko dobrze. Musze jeszcze coś załatwić na mieście. Prześpij sie trochę.
-Dzieki.

Paula wyszła z pokoju i znowu zostałam sama. Chyba ta moja przyjaciółka coś przede mną ukrywa. Czasami mam wrażenie, że mino, że znamy się tyle lat ja nic o niej nie wiem. Czuję, że skrywa jakąś tajemnicę. Jak będzie chciała to mi wszystko powie. Ponownie wróciłam do moich myśli o Jochenku. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

 Oczami Pauliny

Czy już całe miasto wie o tym co się stało u Grześka? Wiedziałam, że on nie utrzyma języka za zębami. Ewidentnie Kosa ma w tym jakiś cel, tylko dlaczego moim kosztem? Musiałam wrócić jeszcze wieczorem na chwilę do klubu, bo zapomniałam zabrać dokumenty, które miałam poprawić. Akurat panowie mieli trening na hali. Wracając ze swojego biura postanowiłam wejść na chwilkę i popatrzeć. Miałam też coś dla trenera więc fajnie się złożyło. Nie zdążyłam usiąść na krzesełku, a już poczułam dziwne spojrzenia siatkarzy. Postanowiłam, że to oleję. Odezwała się do mnie koleżanka, więc przez dłuższą chwilę pisałam z nią sms-y. Niestety nie zorientowałam się, że w moim kierunku leci piłka i zarobiłam w głowę.


-Hej Paula nie myśl tak o naszym Grzesiu tylko patrz co się dzieje- powiedział Igła, który przyszedł po piłkę.
-Spierdalaj, nie twój interes- rzuciłam wściekła
-Takie brzydkie słowa w ustach tak ładnej dziewczyny. 


Zła zabrałam swoje rzeczy i skierowałam się w stronę wyjścia. Niestety gapa ze mnie i zgubiłam po drodze teczkę z dokumentami. Nawet tego nie zauważyłam. Poczułam jak ze złości zbiera mi się na płacz. Nie zastanawiając się udałam się do łazienki. Opierając ręce o umywalkę dałam upust emocjom. Kiedy już się uspokoiłam porawiłam makijaż i wyszłam. Idąc do wyjścia usłyszałam, że ktoś mnie woła. Ten głos rozpoznałabym wszędzie.


-Paula czekaj to chyba twoje.- Piotrek podał mi teczkę
-A tak dzięki.-uśmiechnęłam się słabo
-Ty płakałaś? Co jest?- zapytał z troską
-Wydaje ci się. Jeszcze raz dzięki.- już chciałam iść kiedy Nowakowski się odezwał
-Nie wiedziałem, że ty i Kosa. Widać, że jest z tobą szczęśliwy. Nie myślałem, że go wybierzesz. Widocznie jest w czymś lepszy niż cala reszta chłopaków. Swoją drogą, a z resztą nie ważne. Życzę szczęścia.
-Ty nic nie wiesz i nie rozumiesz. Jak chcesz to wierz sobie w to co on mówi. Mam to gdzieś dajcie mi wszyscy święty spokój. Dlaczego każdy dorabia sobie swoją wersję, a nie zapyta co ja na to. Cześć. 


Nie czekając na odpowiedź Piotrka wybiegłam z klubu i skierowałam się do samochodu, gdzie znowu popłakałam się. Kiedy się uspokoiłam pojechałam do domu. Nie poszłam jednak od razu do mieszkania. Musiałam sobie wszystko poukładać więc udałam się do pobliskiego parku. Do domu wróciłam bardzo późno. Agnieszka już spała. Ja postanowiłam, że zrobię to samo. Ostatnie dni wiele mnie kosztowały.


Cicha

środa, 20 lutego 2013

Rozdział 5



Wszystko, co piękne, szybko się kończy. Nie minęło kilka dni, a już było trzeba wracać na uczelnię. Całą noc przed pierwszymi zajęciami w nowym roku nie mogłam spać. Myślałam, że to może przez nerwy, ale także nad ranem bardzo źle się czułam. Bolała mnie głowa, nie byłam w stanie podnieść się z łóżka.

-Aga, wstawaj, dzisiaj masz zajęcia – powiedziała Paulina.
-Wiem, ale strasznie źle się czuję – wydukałam. – Boli mnie głowa, jest mi zimno.
-Już nie kombinuj. Nie chce Ci się, bo pewnie wolałabyś spędzić ten czas z Jochenem.
-Daj mi termometr.

Trzepałam się z zimna. Zmierzyłam sobie temperaturę – no pięknie, prawie 40 stopni. Nie ma to jak dobrze rozpocząć drugi semestr na studiach.

oczami Pauliny

Nie wróciłam jeszcze do pracy, a już czułam, że dużo się dzieje. Wolałam jednak zajrzeć najpierw do studentki, która nie miała ochoty podnosić się z łóżka. Kiedy weszłam do pokoju, widziałam, że wciąż leży. Mówiła bardzo niewyraźnie, a jak się kilkanaście minut później okazało – rozchorowała się. Widziałam jak jest zdenerwowana, pewnie dlatego, że jak nie przyjdzie na kilka zajęć, to sobie nie poradzi. To był dobry pomysł, bo przecież jest jeden dobry korepetytor, który na pewno z wielką chęcią jej pomoże.

-Aguś, nie obraź się, ale ja muszę do pracy jechać – powiedziałam.
-Zabierz mnie ze sobą, nie chcę siedzieć sama – usłyszałam w odpowiedzi. – Boję się.
-Co się stało?
-Mam głupie przeczucie, że Łukasz przyjdzie. Nie mam ochoty się z nim widzieć..
-No dobrze. Tylko ubierz się ciepło.

Pojechałam na Podpromie z Pauliną. Nie wiedziałam czy jest to dobry pomysł, ale na pewno nie miałam ochoty siedzieć samej. Do torby spakowałam zeszyt, bo chciałam się pouczyć z niemieckiego. Na zajęcia nie byłam w stanie iść, ale i tak odczuwałam głód nauki.

-Usiądź na trybunach – poprosiła mnie Paulina. – Ja Andrzejowi ja wszystko wytłumaczę.
Poszłam grzecznie na krzesełka. Siedziałam cały czas w kurtce, a i tak trzęsłam się z zimna.
-Pani Agnieszko, niech pani przyjdzie do nas – usłyszałam wołanie z dołu.
Zdziwiłam się, kiedy zauważyłam, że trener Resovii chce, abym siedziała z nimi na parkiecie. Ledwo usiadłam na krzesełku, a już zasnęłam.

oczami Pauliny

Nic jej nie budził, nawet głośne przekleństwa ze strony siatkarzy. Sen to najlepsze lekarstwo, dlatego nikt nie chciał jej przeszkadzać. Jednak kiedy trening dobiegł końca pojawił się problem. Na szczęście znalazł się jeden chętny, który powiedział, że zaniesie ją do auta, a potem wniesie do mieszkania. Cała drużyna spojrzała na Jochena z lekkim szokiem. Wyglądało na to, że ulubieniec fanów Resovii, a zwłaszcza fanek, zakochał się.

Siedzieliśmy w aucie. Panowała kompletna cisza. Aga spała na tylnym siedzeniu z zeszytem z notatkami na kolanach.

-Długo się znacie? – spytał niespodziewanie Jochen, wbijając palce w kierownicę.
-Tak, prawie 10 lat – odpowiedziałam.
Znów zapadła cisza.
-Nie wiem, dlaczego, ale odnoszę wrażenie, że Ty coś czujesz do Grześka.
Zaczęłam się śmiać.
-Nie, skądże.
-No wiesz, ostatnia noc z nim. Mówił nam o tym w szatni. Żałuj, że nie widziałaś jego miny. Był rozanielony.
-Dobra, możesz mi powiedzieć wprost o co Ci chodzi? – zapytałam lekko zirytowana ostatnią uwagą. – To jest moje życie i tylko ja mam prawo decydować, co z nim zrobię.
-Przepraszam – rzucił po polsku z niemieckim akcentem, po chwili powrócił jednak do angielskiego. – Nie chciałem, żeby tak to zabrzmiało.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Jeden z najbardziej porządnych facetów w naszej drużynie.
-Aga, obudź się – rzuciłam do koleżanki i lekko nią potrząsnęłam. – Jesteśmy już pod blokiem.
-Nie budź jej, ja nią zaniosę na górę – uśmiechnął się. – Ale zaraz po tym zmywam się.
„Chciałabym zobaczyć, jak się zmywasz. Pewnie zostaniesz tam tak długo dopóty, dopóki się nie obudzi” – pomyślałam.

Kiedy otworzyłam oczy, leżałam już na łóżku. W domu panowała krępująca cisza, jednak po chwili ktoś zapukał do drzwi od pokoju.
-Paula, Twoje mieszkanie, a Ty jeszcze do mnie pukasz? – próbowałam krzyknąć, ale moje gardło wydobyło z siebie jakieś piski.
Znów rozległo się pukanie.
-Wejdź.
Zza drzwi wyłonił się Jochen. No tak, tylko jego tutaj brakuje, żeby oglądał, jak źle wyglądam.
-Paulina musiała na chwilę wyskoczyć z domu, ale obiecała, że kupi Ci jakieś lekarstwa – wytłumaczył się. – Zrobiłem Ci herbatę, może Ci pomoże.
-Dziękuję – powiedziałam i po chwili zrozumiałam, że powiedziałam to w tym języku, co nie trzeba.
Uśmiechnął się i przysiadł, niepewnie, na róg łóżka, a kubek z herbatą postawił na parapecie.
-Jak się czujesz? – dotknął delikatnie mojego czoła. – Nie wyglądasz najlepiej.
-Wiem.
-Jesteś wyjątkowo małomówna.
-Gardło mnie boli.
-To zawsze możemy to jakoś razem wyleczyć.
Spojrzałam na niego – mówił to dość poważnym tonem. Myślałam, że przyniesie mi tabletki albo zrobi mleko z czosnkiem i masłem. Jednak miał zupełnie inną koncepcję na to, jak wyleczyć moje gardło.

dropofwater

piątek, 15 lutego 2013

Rozdział 4

-Nie obwiniaj siebie, to nie Twoja wina.
-Nie obwiniaj się? O co chodzi? – zapytał ten, o którym myślałam, że powinien być ostatnim, który powinien się tutaj pojawić.
-O cześć Jochen. Co ty tutaj robisz?- zapytała Paulina
-A wiecie małe zakupy przed imprezą. Muszę kupić coś odpowiedniego, ale jeszcze nic nie wybrałem. 
-Hmm to może my ci pomożemy. Co ty na to Agnieszka?- Paula zwróciła się do mnie, a ja myślałam, że zapadnę się pod ziemię.
-Może lepiej sami idźcie. Ja tu jeszcze trochę posiedzę.- odpowiedziałam speszona
-Kurde ale ze mnie gapa. Nie przedstawiłem się. Jochen jestem.- Niemiec wyciągnął do mnie rękę
-Agnieszka, miło mi- odwzajemniłam uścisk. 
-Koniec tych czułości. Idziemy na zakupy, tylko pamiętaj stawiasz obiad w ramach podziękowania.- zaśmiała się moja przyjaciółka

Po jakimś czasie w końcu udało nam się wybrać coś dla mojego nowego znajomego. Bardzo ładnie w tym wyglądał. Musiałam się pilnować, bo nie mogłam oderwać od niego oczu. Zgodnie z obietnicą po zakupach Jochen zabrał nas na obiad. Nie powiem było bardzo miło. W końcu choć na chwilę udało mi się zapomnieć o problemach. Mam nadzieję, że jutro też tak będzie.


*Sylwester

Razem z Paulą wstałyśmy dość późno. W końcu przespałam całą noc. Dzisiaj impreza, strasznie jestem ciekawa jak to będzie. Z jednej strony się cieszę, a z drugiej martwię jak to będzie. Szkoda tylko, że Jochen ma dziewczynę. Pewnie razem z nią przyjdzie więc nawet nie mam szans. Z resztą Aga obudź się, na jakim świecie ty żyjesz. On przecież nigdy na mnie uwagi nie zwróci.

Około 17 zaczęłyśmy się szykować do imprezy. Zrobiłyśmy sobie nawzajem fryzury i makijaże. Muszę przyznać, że wyglądamy całkiem, całkiem. Paula uparła się, że koniecznie musimy sobie zrobić razem zdjęcie.
-Aguś wyglądasz cudownie. Jak cię pan J zobaczy, to szczęka mu opadnie.- zaczęła się śmiać moja przyjaciółka.
-Przestań on ma dziewczynę. Nie rozbijam cudzych związków, a w ogóle to ja nie mam u niego szans. Jesteśmy z dwóch innych światów.
-Ha i tu cię zaskoczę. Jochen rozstał się ze swoją dziewczyną i jest wolny. Także co tu dużo mówić, droga wolna.
-Jesteś niepoważna. Ja już nie chcę żadnego faceta. Od teraz będę singlem z wyboru.- oznajmiłam z powagą Paulinie
-Tak jasne ciekawe jak długo. No dobra chodź bo taksówka już na nas czeka. Czas na zabawę. Poproszę o uśmiech.

Niepewnie ruszyłam za Pauliną. Nie wiedziałam czy to dobry pomysł, że wybieram się na tą imprezę klubową. Wyjścia już nie ma. Po kilku minutach byłyśmy na miejscu. Kiedy tylko stanęłam w drzwiach wszyscy się na mnie dziwnie patrzyli. Chciałam się cofnąć, ale na nieszczęście za moimi plecami pojawił się uroczy Niemiec. Od razu zaczął ze mną rozmowę i odechciało mi się wracać do domu.

Oczami Pauliny

Impreza z początku toczyła się leniwie. Agnieszka prawie cały wieczór spędziła z  Jochenem. Nasz atakujący w końcu mógł porozmawiać sobie w ojczystym języku. Patrząc z boku na tą parę mogłoby się wydawać, że są ze sobą od dawna. Wyczuwam w powietrzu romans, ale nie zapeszam.

Ja chyba nie bawiłam się tak znakomicie jak Agnieszka. Prawie każdy przyszedł z osobą towarzyszącą. Rozmawiałam trochę z partnerkami naszych siatkarzy. Jako jedyny sam był Kosok, więc większość czasu bawiłam się z nim. Nie było to jednak, to. Piotrek przyszedł z jakąś nowo poznaną dziewczyną. Troszkę było mi przykro, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Kiedy tańczyłam z Nowakowskim, myślałam, że jego koleżanka zabije mnie wzrokiem.
-Piotrek wydaje mi się, że lepiej będzie jak już usiądziemy. Twoja dziewczyna gromi mnie wzrokiem, a ja wolę opuścić tą imprezę w całości.
-Proszę cie przestań. Gadasz głupoty, Aśka jest na prawdę spoko. Jak ją bliżej poznasz to ja polubisz. 
-Pewnie tak.- pomyślałam jednak coś innego.

Kiedy tylko skończyła się piosenka wyszłam na zewnątrz. Mimo, że teoretycznie nie palę musiałam "przewietrzyć płuca". Niestety jak coś mnie zdenerwuje to papieros pomaga mi się odstresować. Oczywiście Grzesiek musiał pojawić się w najmniej odpowiednim momencie i wyrwał mi papierosa z ręki.
-On nie jest wart żebyś się dla niego truła. Proszę cię nie pal więcej.
-Spadaj, moja sprawa. A w ogóle ja do Piotrka nic nie mam, więc daruj sobie i oddaj moją własność.- odezwałam się niemile
-Nie jestem ślepy. Zostaw to  chodź ze mną do środka. Napijemy się razem i zapomnimy o smutkach. 
-A wiesz, że to dobry pomysł.- w końcu się uśmiechnęłam

Resztę wieczoru spędziłam już tylko w towarzystwie Kosy. O północy wszyscy wyszliśmy na taras oglądać sztuczne ognie. Kątem oka widziałam jak Aga i Jochen składają sobie życzenia. Byłam pewna, że te uprzejmości zostaną przypieczętowane namiętnym pocałunkiem. Niestety w ostatniej chwili oboje wycofali się z tego. Szkoda... Ja ten moment spędziłam z Kosokiem. Niestety w mojej głowie procenty zrobiły swoje i trochę nie kontrolowałam tego co robię. Składanie życzeń koledze przerodziło się w to z czego wycofały się moje gołąbki. Oboje byliśmy zdziwieni tym, ale co tam. Dla mnie liczyło się to, że chyba trochę Piotrka ruszył ten widok. 

Po powrocie do środka zabawa toczyła się dalej.  Polały się kolejne drinki, trochę potańczyliśmy. Realizując swój plan względem Agnieszki poprosiłam Jochena, aby odwiózł ją do domu, a rano żeby do niej zajrzał. Bez namysłu się zgodził. Ja wprosiłam się go Grześka. Nie powiem, że mu się to nie spodobało.... 

Strasznie się cieszę, że dałam się namówić na tą imprezę. Gdyby nie Paulina to siedziałabym sama na kanapie i płakała do poduszki. Tutaj cały czas był przy mnie Jochen. Kiedy impreza dobiegła końca szukałam wzrokiem mojej przyjaciółki, ale nigdzie jej nie było. W zamian ktoś inny zaproponował mi, że mnie  "odtransportuje" do domu.
-Może ja cię potowarzyszę ci w drodze do domu?-zapytał Niemiec
-Bardzo chętnie. Może Paula już wróciła do domu. Chyba troszkę zaszalała dzisiaj.
-Nawet powiedziałbym, że bardzo. Proszę twój płaszcz. Mam pomysł może pójdziemy pieszo. Mieszkam niedaleko was więc będzie po drodze.
-Jestem za. To co idziemy?

Pożegnaliśmy się z osobami, które zostały i ruszyliśmy w wyznaczonym kierunku. Rozmawialiśmy o różnych tematach. Żadne z nas jednak nie zapytało się o sprawy sercowe. Kiedy poczułam, że mi zimno Jochen objął mnie swoim ramieniem. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, było mi tak bezpiecznie. Niestety nim się obejrzałam, a staliśmy przed blokiem, w którym tymczasowo mieszkam. Zebrałam się na odwagę i na pożegnanie dałam mu buziaka. Do mieszkania weszłam z uśmiechem na twarzy. Tak Nowy Rok mogę spędzać codziennie.

                                                                                                                                   Cicha 

czwartek, 14 lutego 2013

Rozdział 3



Okres świąteczny minął bardzo szybko. Tym razem wszyscy odliczali czas do Sylwestra. Oczywiście oprócz mnie i Pauliny, bo doskonale zdawałyśmy sobie sprawę, że i ten dzień spędzimy w swoim towarzystwie w jej mieszkaniu w centrum Rzeszowa. Ja nie byłam w stanie pokazać się gdziekolwiek, a ona – nie chciała.
Przyzwyczaiłam się, dość szybko, do nowej sytuacji, nowej lokalizacji. Lubiłam wieczorami siadać na specjalnym parapecie, trzymać w dłoni kubek pełen owocowej herbaty i patrzeć na spieszących się ludzi. Zawsze mnie ciekawiło, gdzie oni tak pędzą – na pewno nie do pracy, bo wszyscy mają teraz wolne. Może do swoich najbliższych albo do domu na romantyczną kolację? Na myśl o tym drugim tylko się wzdrygnęłam. Byłam już w tylu związkach, miałam tylu partnerów, ale nigdy nie czułam do nich niczego takiego, co czuję do jednego mężczyzny. Doskonale wiem, że nigdy nie będziemy razem, bo nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Zresztą.. czy ja jestem dla kogokolwiek przeznaczona?

-Jeszcze nie śpisz? – spytała zadziwiona Paulina. – Jest bardzo późna godzina.
-Wiesz, jakoś nie mam ochoty – odpowiedziałam nie odrywając wzroku od okna. – Ale Ty śpij, musisz się wyspać.

Spojrzała na mnie lekko zdezorientowana, ale po chwili była już w swoim pokoju.
Wzięłam laptopa. Lubiłam wieczorem siedzieć na portalach społecznościowych, przeglądać zdjęcia moich szczęśliwych przyjaciół, którzy tłumnie, w ostatnim czasie, brali śluby. Nie mówię, że nie cieszy mnie to, ale czasem było mi przykro patrzeć na to, że tak wiele bliskich mi osób potrafi być szczęśliwych z drugą osobą, tylko nie ja. No cóż, czas się do tego przyzwyczaić. „Forever alone” – takie słowa przyszły mi w tej chwili do głowy.

Oczami Pauliny
Do końca roku pozostało już tylko kilka dni. Nie było trzeba zaglądać w tym celu do kalendarza, wystarczyło spojrzeć na ludzi, którzy tłumnie zmierzali do rzeszowskiego centrum handlowego. Moje plany na sylwestrowy wieczór? Szampan, przekąski i dobra komedia w towarzystwie najlepszej przyjaciółki. 

Wstałam rano jako pierwsza. Poszłam do łazienki, gdzie przemyłam twarz. Mimowolnie spojrzałam w lusterko. „To już tyle czasu minęło od tamtego zdarzenia” – pomyślałam. Poszłam prosto do kuchni i zajrzałam w komórkę – „Masz 5 nieodebranych telefonów” widniało na wyświetlaczu. Dzwonili z klubu – byłam nieco zdziwiona. Przecież mamy teraz wolne. Jednak bez chwili zawahania postanowiłam oddzwonić, by zaspokoić swoją ciekawość.

-Tak słuchałam – usłyszałam głos prezesa zespołu, Marka Panka.
-Dzwonił do mnie Pan – powiedziałam. – Coś się stało?
-Nie, a właściwie tak. Organizujemy klubowy Sylwester i chcielibyśmy Panią, jako naszego pracownika, zaprosić na niego.
-Tylko wie Pan, jest jeden mały problem.
-Tak?
-Nie chcę, aby moja przyjaciółka została sama w domu. Ostatnio miała osobiste problemy, nie układało się jej najlepiej, a kto wie, co głupiego wpadnie jej do głowy, kiedy zostanie sama.
-No wiesz, chciałem zaprosić tylko ludzi, którzy pracują w klubie, żeby potem nie pojawiały się niepotrzebne zgrzyty z mediami.
-Aga nie jest dziennikarką, jest zwykłą studentką. Bardzo dobrą studentką.
-A co studiuje?
-Filologię niemiecką.
-Hm, w takim razie chyba będzie lepiej, jeśli przyjdzie. Będzie potrzebny nam tłumacz. Bo widzisz, Jochen i Anna nie są już razem.
Omal nie upuściłam telefonu.
-Przepraszam prezesie, ale muszę kończyć. Powinnam zobaczyć, co z koleżanką. Czekam na konkretne informacje.

Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i położyłam moją komórkę na blat. Kilkakrotnie odetchnęłam głośno, bo nie uwierzyłam w to, co słyszałam. Najbardziej wytrwała i przykładna para rzeszowskiej drużyny rozstała się. A to dopiero chichot losu…

Wir zakupów porwał także nas. Paulina kupiła dla siebie ciemnobrązową sukienkę sięgającą do kolan, na ramiączkach. Była to prosta kreacja, ale zarówno jej, jak i mi, bardzo się podobała. Do tego dobrała oczywiście buty, torebkę i biżuterię. Ja dla siebie nic nie kupiłam, bo nie miałam ochoty tam iść. 

-Aga, nie daj się prosić i idź tam – Paulina „wierciła mi dziurę w brzuchu”. – Chcesz tak sama siedzieć w domu i płakać?
-Wszystko mi jedno – wzruszyłam ramionami. – Nie jestem tam mile widziana, doskonale o tym wiemy.
-Ale rozmawiałam z Markiem i się zgodził.
-Zgodził się, bo go o to poprosiłaś.
-Nie mam do Ciebie siły. Jesteś strasznie uparta.
-Wiem.

Do imprezy został już tylko jeden dzień, a Paulina nadal nie odpuściła i codziennie, przy każdej możliwej okazji, mówiła do mnie o Sylwestrze. Chcąc – nie chcąc w końcu uległam, byleby mieć święty spokój. W głębi nadal czułam, że nie jestem osobą, którą naprawdę tam chcieliby zobaczyć. Po południu poszłyśmy razem do centrum handlowego. Kupiłam sobie czarną sukienkę, na szerokich ramiączkach, do połowy ud, obszywaną, z przodu, cekinami. Do tego czarne szpilki i czarną kopertówkę. W drodze powrotnej postanowiłyśmy zajść do cukierni – na ciastko. 

-Od kilku dni jesteś taka „nieobecna” – powiedziała Paulina.
„Cóż za trafna diagnoza” – pomyślałam.
-Coś się stało? – dopytywała.
-Nie. Po prostu jeszcze nie doszłam do siebie po ostatnim zdarzeniu. Wiem, że zaraz powiesz, że dobrze się stało, bo, być może, nie był mi przeznaczony. Ale proszę posłuchaj mnie – nie zawsze tak było, coś się zaczęło psuć w ostatnim czasie. Może to moja wina, bo za dużo się uczyłam, bo dużo czasu spędzałam w pracy, na uczelni. Może on po prostu potrzebował więcej zaangażowania z mojej strony w ten związek, a ja nie potrafiłam dać z siebie więcej uczucia.
-Nie obwiniaj siebie, to nie Twoja wina.
-Nie obwiniaj się? O co chodzi? – zapytał ten, o którym myślałam, że powinien być ostatnim, który powinien się tutaj pojawić.

dropofwater

środa, 13 lutego 2013

Rozdział 2

Po skończonej rozmowie Paula potwierdziła moje obawy. To był ON. Na całe szczęście szybko sobie poszedł. Może innym razem będzie lepszy dzień na takie odwiedziny. Porozmawiałam z moją przyjaciółką i niestety musiałam zbierać się na uczelnie. Nie miałam na to ochoty, ale nie pozwolę żebym przez jakiegoś palanta zawaliła to co jest dla mnie ważne. Niestety musiałam wrócić do swojego mieszkania po kilka swoich rzeczy. Wiedziałam, że Łukasz jest w pracy więc nie powinnam go tam spotkać.

Idąc do mieszkania czułam wściekłość, która mieszała się z żalem. Byłam pewna, że to jest ten jedyny. Niestety kolejny raz pomyliłam się.  Po kilku minutach dotarłam do celu. Kiedy otwarłam drzwi przeraził mnie bałagan jaki tak zastałam. Jak można przez kilka godzin zrobić coś takiego. To już kolejna rzecz, która upewniła mnie, że Łukasz nie jest dla mnie odpowiedni. Zabrałam to czego potrzebowałam. Przez kilka dni mogę zatrzymać się u Pauliny. Nie chcę jej się narzucać więc po Nowym roku coś sobie znajdę.

Kiedy miałam już wszystko spojrzałam jeszcze raz na to mieszkanie. Zamykając drzwi otarłam ostatnią łzę i ruszyłam na uczelnie. Tam pewnie uda mi się chociaż na chwilę zapomnieć o tym co się dzieje w moim życiu. Między zajęciami wszyscy rozmawiali o świętach i sylwestrze. Denerwowało mnie to, że wszyscy są tacy szczęśliwi, a w moim życiu jest taki bałagan. Gdybym mogła to wybiegłabym z budynku i udała się w bliżej nieokreślonym kierunku. Niestety miałam ważne ćwiczenia i musiałam zostać. Chcąc się odciąć od tego włożyłam słuchawki w uszy i słuchając mojej ukochanej piosenki odpłynęłam w inny świat...

Oczami Pauliny

Przykro mi patrzeć na Agnieszkę. Dlaczego ona kolejny raz cierpi przez jakiegoś dupka. Łukasz od początku mi się nie podobał, ale nie musiałam zaakceptować wybór koleżanki. Kiedy Aga opowiedział mi o wszystkim wczoraj nie mogłam w nocy zasnąć. Przypomniało mi się wszystko to co trzy lata ja sama przechodziłam. Nikomu nie życzę przechodzić przez to wszystko. Dopiero teraz stopniowo udaje mi się wychodzić na prostą. Do tej pory nikt nie wie co się stało, nawet moi rodzice. I niech tak zostanie.

Koniec użalania się nad sobą. Zabrałam wszystkie potrzebne rzeczy i udałam się do pracy. W klubie przed końcem roku jest straszny młyn. Trzeba pozamykać wszystkie ważne sprawy. Pewnie znowu będę siedziała do późna. Kiedy znalazłam wolną chwilę zabrałam skierowania i udałam się do chłopaków, którzy trenowali na siłowni. 

-Cześć wszystkim. Mam dla was małą niespodziankę.- powiedziałam radośnie
-Uwielbiam niespodzianki.-odezwał się Igła, a reszta wybuchnęła śmiechem
-Nie wiem czy na twoim miejscu bym się tak cieszyła. Proszę skierowania na badania. 
-Co tylko nie to.- zaczął marudzić Kosok
-Oj jaki ty biedny. A gdzie jest Piotrek?- zapytałam
-Piter dzisiaj nie przyszedł, bo jest chory.-oznajmił mi Ignaczak
-Coś poważnego?
-Uuu widzę, że ktoś tu bardzo przejmuje się Nowakowskim.- Kosa zaczął się naśmiewać- Kolega na pewno się ucieszy jak mu o tym powiem.
-Głupi jesteś. Całe szczęście, że idziesz na badania może dają ci coś na mózg, bo masz wybujałą fantazję.- prychnęłam i wyszłam z siłowni.

Zamykając drzwi usłyszałam śmiechy i głupie komentarze. Nie wiem o co im chodzi. Wyciągnęłam z kieszeni i zadzwoniłam do Piotrka dowiedzieć się co mu jest. Okazało się, że jest dość mocno przeziębiony. Obiecałam mu, ze po pracy wpadnę do niego i dam mu skierowanie na badanie. Po chwili wytchnienia wróciłam do swojego biura i zajęłam się swoimi sprawami. 

Po skończonej pracy zabrałam dokumenty i najpierw udałam się do Nowakowskiego. Po krótkich odwiedzinach wróciłam do domu. Po drodze kupiłam jeszcze coś do jedzenia i wino. Mam ochotę się dzisiaj upić. Jutro sobota więc mogę "zaszaleć".
 
Cicha

Mam nadzieję, że kolejny rozdział się podobał :)

wtorek, 12 lutego 2013

Rozdział 1

Za oknami śnieg pokrył już wszystkie drzewa. Dzieci biegały po dworze, rzucały w siebie śnieżkami. Zatęskniłam wtedy do czasu, kiedy wszystko było beztroskie, kiedy byłam dzieckiem i nie rozumiałam wszystkiego. Dziś jestem dorosła, mieszkam na Podkarpaciu, studiuję wymarzony kierunek. Można by rzec – czego chcieć więcej? Niestety, mi wciąż brakuje tego czegoś…

Ostatnie dni to bieganina między uczelnią a pracą. Ale tak to wygląda, kiedy wiążesz się z mało odpowiedzialnym człowiekiem. To właśnie on w ostatnich dniach wadził w moim życiu, niejednokrotnie próbowałam zebrać w sobie wszystkie możliwe siły i odejść. Ale dopiero przed Gwiazdką poczułam, że jest to ten odpowiedni moment.

-Łukasz, co Ty tutaj robisz? – zapytałam zdezorientowana, kiedy zziębnięta wpadłam do swojego mieszkania. – Z tego co się orientuję, to powinieneś być teraz w pracy.
-Powinienem czy nie powinienem. To już wyłącznie moja sprawa – rzucił. – Mogłabyś nie przeszkadzać? Ważny mecz oglądam.
-Ach tak. Mecz jest ważniejszy ode mnie..
-Co dzisiaj na obiad?
-Ty sobie chyba żartujesz?
-Nie. Przepraszam Cię, ale nie miałem czasu, żeby coś ugotować. Wiesz, koledzy wpadli i chcieliśmy wypić sobie po browarku..
-Że co powiedziałeś? Kim jestem dla Ciebie?!
-No wiesz, moją ukochaną dziewczyną..
-Chyba chciałeś powiedzieć: sprzątaczką. Jeśli ma być tak dalej, to odchodzę od Ciebie.

Ubrałam szybko na siebie płaszcz, czapkę, szalik, a na nogi wcisnęłam kozaki. Bez chwili namyślenia wyszłam z mieszkania, trzaskając drzwiami.
Nie wiedziałam, co ze sobą zrobię, nie wiedziałam, gdzie się podzieję. Być może tej nocy wrócę do domu, być może umrę z zimna. Było mi wszystko jedno.

Oczami Pauliny

To ostatnie dni pracy w klubie przed świętami, które spędzę, w tym roku, sama. Nie mam ochoty jechać do rodziny, spędzać kilka godzin w korku czy w pociągu. Chciałabym odpocząć i odetchnąć z dala od zgiełku, od magii Bożego Narodzenia. Może zaproponuję Adze, żeby przyszła do mnie, bo z tego, co wiem, ma teraz trochę wolnego od zajęć i szkoda, żeby marnowała swój czas siedząc przy książkach. Jednak już teraz wiem, że będzie to niezwykle trudne zadanie. 


Trzymając w dłoni kubek z gorącą czekoladą, spoglądałam przez okno na rzeszowski rynek. Ludzie tułali się z jednego końca na drugi, trzymając w rękach torby pełne zakupów. Pewnie część z nich to prezenty dla ich najbliższych, dla chłopaka, dziewczyny. Wśród osób średniego wzrostu zauważyłam też kilku wysokich mężczyzn, którzy są, zapewne, zawodnikami tutejszego klubu. 
Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam przez judasza, tak jak zawsze uczyła mnie mama. „Nie otwieraj drzwi nieznajomym” – te słowa teraz przyszły mi do głowy.


-Aga, co Ty tutaj robisz? – spytałam zaskoczona, kiedy zauważyłam, że to moja najlepsza przyjaciółka.
Nie odpowiedziała. Wybuchła płaczem.
-Wejdź do środka, nie stój tak – zaprosiłam ją. – Powiesz mi co się stało?
Całą noc spędziłyśmy na rozmowie. Opowiadała, co się stało, dlaczego tak zrobiła. W sumie – zawsze twierdziłam, że Łukasz nie jest dla niej odpowiednim facetem. Powinna znaleźć sobie kogoś innego, bardziej wartościowego niż on. Miałam już nawet jednego kandydata...


Rano obudziłam się na kanapie przykryta kocem, a pod głową miałam miękką poduszkę. Rozejrzałam się – to nie było moje mieszkanie. Przez moment próbowałam domyśleć się skąd się tutaj wzięłam, gdzie ja jestem. Dopiero głos mojej najlepszej przyjaciółki sprawił, że wszystko ułożyło mi się w jedną logiczną całość.

-Zjedz coś i koniecznie napij się herbaty – powiedziała. – Jak tutaj przyszłaś, byłaś bardzo zziębnięta. Chyba nie chcesz się rozchorować?

Uśmiechnęłam się pod nosem. Po chwili jednak zaczęłam gorzko żałować tego gestu, bo przypomniało mi się jak czułam się przez ostatnie miesiące. Nikt o mnie nie dbał, uczyłam się, pracowałam i sprzątałam w mieszkaniu.

Ubrałam się w kilka swoich rzeczy, które uprzednio zostawiłam w mieszkaniu Pauliny. Niejednokrotnie miałam po nie wrócić, ale chyba los robił wszystko, aby tutaj zostały.
Siedziałam przy ciemnym, hebanowym stole, ubrana w szeroki beżowy sweter i czarne legginsy, kiedy ktoś zapukał. Wtedy przypomniałam sobie, że wyglądam pewnie jak siódme nieszczęście, bo przez łzy rozmazał mi się tusz, a włosy układały się każdy w inną stronę.

Usłyszałam męski głos. Zastanawiałam się, kto to taki i co tutaj robi. Po chwili usłyszałam, jak Paulina mówi po angielsku. Modliłam się tylko o to, żeby to nie był ON. Nie chciałam prezentować się tak źle już podczas pierwszego, choć przypadkowego, spotkania.

 dropofwater

No to pierwszy rozdział za nami. Podobało się? Liczy się dla nas każdy komentarz i ten pozytywny, i ten negatywny. :)

Dzień dobry :)

Cześć wszystkim. Wspólnie z koleżanką Dropofwater będziemy prowadziły blog z opowiadaniem o siatkówce. Akcja głównie będzie toczyła się w Rzeszowie. Mam nadzieję, że nasza historia Was zainteresuje... Dobra nie zanudzam Was więcej :) Łapcie taki skromny początek. 
 Cicha



Mam na imię Paulina i mam 25 lat. Moje życie jest dość skomplikowane. Zostawiłam rodzinę daleko, a sama parę lat temu przyjechałam do Rzeszowa za swoja wielka miłością. Chyba nie był to najlepszy pomysł. Więcej było bólu i łez niż szczęścia i uśmiechu. Obecnie pracuję w Resovii, co przynosi mi wiele satysfakcji i radości. Od niepamiętnych czasów kocham siatkówkę. Chociaż w ten sposób mogę być blisko mojego sportu. 

Wolny czas bardzo często spędzam z moja przyjaciółką Agnieszką. Dziewczyna też nie ma lekko. Związała się z jakimś dupkiem. Czy ona nie widzi jak on się zachowuje? Aga jest pilną studentką, która jak tylko może czas spędza nad książkami. A ten koleś nie dość, że sam nic nie robi to wykorzystuję swoją dziewczynę. Na jego zawołanie musi sprzątać, gotować. Ja nie wiem co ją przy nim trzyma. Mówi, ze go bardzo kocha. Nie docierają do niej moje argumenty. Agnieszka cały czas wierzy, że on się zmieni i będą żyli długo i szczęśliwie. Ja oczywiście w to wątpię. Chyba tyle o mnie i mojej przyjaciółce. W moim  i Agnieszki życiu ciągle coś się dzieje. Nowy dzień to nowa przygoda...


Jak Wam się podobało?