środa, 15 maja 2013

13


Kiedy obudziłam się rano, byłam przytulona do niego. Jego klatka miarowo podnosiła się i opadała. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, co stało się we wczorajszy wieczór i w dzisiejszą noc. Nigdy nie czułam się tak wspaniale, tak jak przy nim. Po raz pierwszy poczułam czym jest miłość.
-Dzień dobry – powiedział łamaną polszczyzną, którą wprost ubóstwiałam w jego wykonaniu.
Dotknął mojego nagiego ramienia. Przeszły mnie dreszcze i ochota na jeszcze. Delikatnie dotykałam jego ciała, pod palcami czułam każdy jeden mięsień. Przybliżyłam swoje wargi do jego i…

Doskonale czułam, co mogło zdarzyć się między nimi tego wieczoru. Nie powiem, że nie cieszyłam się, bo bardzo zależało mi na ich szczęściu. Przyjechałam nieco wcześniej na halę, bo chciałam omówić jeszcze kilka spraw z trenerem. Niestety, nie doszłam w spokoju do boiska, bo w połowie korytarza zaczepił mnie Grzesiek. Znów chyba próbował mnie namówić na kolację we dwoje, jednak dalej nie chciałam być z nim w bliższych stosunkach. Szybko wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku i biegiem w szpilkach, na tyle, na ile było to oczywiście możliwe, udałam się w stronę krzesełek.
-Jestem trenerze – zameldowałam się.
-Świetnie – uśmiechnął się. – To zaczynamy naszą małą naradę?

Jego diabelski uśmiech pobudzał motylki w brzuchu. Moje marzenia stają się rzeczywistością, choć nigdy nie pomyślałabym, że tak się stanie. Zrobiliśmy to już po raz trzeci, kiedy nagle oboje uświadomiliśmy sobie, że przecież trwa teraz trening. Trwała walka o to, kto zarzuci na swoje ciało pościel, choć w sumie nie mieliśmy żadnych powodów do wstydu.
-Pójdę pierwszy – zaproponował, po czym pocałował mnie w szyję. – Wy kobiety zawsze długo się szykujecie.
Zaśmiałam się cicho pod nosem. Na szczęście pokazał, że jest mężczyzną i nie potrzebuje zbyt wiele czasu spędzać w łazience. Szybko wbiegłam do toalety i jeszcze szybciej z niej wyszłam. Kiedy stanęłam w salonie zauważyłam, że Jochen się śmieje. Pomyślałam, że może się gdzieś pobrudziłam.
-Co się stało? – zapytałam.
-Nic – uśmiechnął się. – Po prostu założyłaś moją koszulkę.
-To idę szybko ją przebrać.
-Nie, nie. Zostań w niej, wyglądasz tak słodko.
Wyszliśmy z jego mieszkania. Sąsiad Jochena delikatnie uśmiechnął się na nasz widok.
-Dzień dobry Państwu – przywitał się. – Zastanawiałem się, co to były za krzyki w nocy, ale już wiem, że do Pana przyszła narzeczona.
Wybuchłam śmiechem.
-Pasujecie Państwo do siebie – kontynuował monolog starszy pan. – Tak ładnie razem wyglądacie.
-Dziękujemy – powiedziałam.
-O, proszę. Gratulacje – dalej mówił. – Widzę, że wybrał Pan Polkę. Taka ładna dziewczyna.
Wsiedliśmy szybko do windy. Spieszyliśmy się na trening i nie mieliśmy ochoty słuchać dalej uwag dotyczących nas.

Była już połowa treningu, a Jochena jak nie było, tak.. nie ma. Andrzej zaczął się niecierpliwić, pierwszy raz zdarzyło się, że Niemca nie ma na treningu. Kiedy zajęcia powoli dobiegały do końca na boisku pojawiła się zguba. Jednak zanim podszedł do trenera, pocałował moją koleżankę. Wszyscy spojrzeli na nich z zaciekawieniem.
-Chcielibyśmy Wam powiedzieć o naszych planach na najbliższe dni – odezwał się w końcu szkoleniowiec. – Musimy zwiększyć liczbę czasu spędzonego na hali.
-Ale jak to? – wzburzył się Ignaczak. – Wiemy, że musimy wygrać mecze ćwierćfinałowe, ale chcemy też spędzić czas z rodziną.
-Spokojnie, mam na myśli tylko piętnaście minut. A i nie chcę widzieć, żeby któryś z Was się spóźniał – spojrzał wymownie na Jochena.
-Pewnie był poranny seksik – zaśmiał się Kovacević.
-A żebyś wiedział – palnął Schöps.
-Koniec tematu – powiedział Andrzej. – Możecie rozejść się do szatni, ale chciałbym, żeby Grzesiek i Paulina na chwilę zostali ze mną.
Spojrzałam zdezorientowana. Bałam się, że do trenera doszły słuchy odnośnie tego, co się wydarzyło niedawno.
-Okej, nie musicie się kochać – zaczął pewnie. – Ale proszę Was, jeśli tak ma wyglądać atmosfera w drużynie, to niech któreś z Was się pożegna z tym zespołem.
Czułam jak serce przyspiesza.
-Widziałem to, co się stało na korytarzu jak Paulina szła na naradę. Przemyślcie to sobie, a teraz zmykajcie.
No cóż, może faktycznie kochać się nie musimy. Szkoda tylko, że jedne z nas już kocha i nie próbuje zrozumieć, że nigdy między nami nic nie zajdzie.
Kierowałam swoje kroki ku parkingowi, kiedy przypomniało mi się, że mój samochód jest w naprawie. Jochen szybko zaproponował mi bezpłatny transport, co mnie trochę zdziwiło. Wydawało mi się, że będzie chciał spędzić drogę tylko ze swoją ukochaną, a jednak potrafił być miły, choć był już zajęty.
Znów przez całą drogę milczeliśmy.
-Co Wy tacy małomówni jesteście? – zapytałam. – Chyba powinniście teraz dużo rozmawiać, w końcu jesteście razem.
Słyszałam, jak się śmieją.
-Tak jakoś – odpowiedział Jochen. – Zabrakło nam sił do rozmowy. Ale lepiej opowiadaj, czemu trener kazał Ci zostać z Grześkiem.
-A bo widzisz.. Rano mnie Kosa trochę wkurzył i trener widział, co się stało. Chciał, żebyśmy przemyśleli tą całą „nienawiść”.
-Nie chcę nic mówić, ale dzisiaj zamknij się w domu na cztery spusty – wyrzucił z siebie Jochen. – Kosok coś mówił, że chce do Ciebie wpaść pod wieczór.
-Nie żartuj sobie tak nawet.
-Słowo honoru, Aga też to słyszała.
-Aga, Ty byłaś u chłopaków w szatni? – spytałam zdziwiona.
-Nie, na korytarzu się tym swoim misternym planem chwalił.
Jochen odwiózł nas pod blok i odprowadził do góry. Trochę byłam tym zaskoczona, myślałam, że może chce po prostu pożegnać się z Agą. Nic z tych rzeczy – pocałował ją i odprowadził do pokoju. Kiedy drzwi zatrzasnęły się, myślałam, że coś się stanie. Jednak panowała tam cisza.
-Z Jochenem postanowiliśmy, że zostaniemy dzisiaj tutaj, z Tobą, tak na wszelki wypadek – uśmiechnęła się moja przyjaciółka.

dropofwater

2 komentarze:

  1. AHHAHAHA Nikola mój mistrz!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzisiaj przypadkiem weszłam na ten blog i muszę przyznać, że bardzo mi się podoba :D
    Przeczytałam go całegooo.
    Rozdział świetny.
    Zapraszam do siebie : moze-jeszcze-bedzie-dobrze.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń