Kiedy
obudziłam się rano, byłam przytulona do niego. Jego klatka miarowo podnosiła
się i opadała. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, co stało się we wczorajszy
wieczór i w dzisiejszą noc. Nigdy nie czułam się tak wspaniale, tak jak przy
nim. Po raz pierwszy poczułam czym jest miłość.
-Dzień
dobry – powiedział łamaną polszczyzną, którą wprost ubóstwiałam w jego
wykonaniu.
Dotknął
mojego nagiego ramienia. Przeszły mnie dreszcze i ochota na jeszcze. Delikatnie
dotykałam jego ciała, pod palcami czułam każdy jeden mięsień. Przybliżyłam
swoje wargi do jego i…
Doskonale czułam, co mogło zdarzyć
się między nimi tego wieczoru. Nie powiem, że nie cieszyłam się, bo bardzo
zależało mi na ich szczęściu. Przyjechałam nieco wcześniej na halę, bo chciałam
omówić jeszcze kilka spraw z trenerem. Niestety, nie doszłam w spokoju do
boiska, bo w połowie korytarza zaczepił mnie Grzesiek. Znów chyba próbował mnie
namówić na kolację we dwoje, jednak dalej nie chciałam być z nim w bliższych
stosunkach. Szybko wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku i biegiem w szpilkach, na
tyle, na ile było to oczywiście możliwe, udałam się w stronę krzesełek.
-Jestem trenerze – zameldowałam
się.
-Świetnie – uśmiechnął się. – To
zaczynamy naszą małą naradę?
Jego
diabelski uśmiech pobudzał motylki w brzuchu. Moje marzenia stają się
rzeczywistością, choć nigdy nie pomyślałabym, że tak się stanie. Zrobiliśmy to
już po raz trzeci, kiedy nagle oboje uświadomiliśmy sobie, że przecież trwa
teraz trening. Trwała walka o to, kto zarzuci na swoje ciało pościel, choć w
sumie nie mieliśmy żadnych powodów do wstydu.
-Pójdę
pierwszy – zaproponował, po czym pocałował mnie w szyję. – Wy kobiety zawsze
długo się szykujecie.
Zaśmiałam
się cicho pod nosem. Na szczęście pokazał, że jest mężczyzną i nie potrzebuje
zbyt wiele czasu spędzać w łazience. Szybko wbiegłam do toalety i jeszcze
szybciej z niej wyszłam. Kiedy stanęłam w salonie zauważyłam, że Jochen się
śmieje. Pomyślałam, że może się gdzieś pobrudziłam.
-Co
się stało? – zapytałam.
-Nic
– uśmiechnął się. – Po prostu założyłaś moją koszulkę.
-To
idę szybko ją przebrać.
-Nie,
nie. Zostań w niej, wyglądasz tak słodko.
Wyszliśmy
z jego mieszkania. Sąsiad Jochena delikatnie uśmiechnął się na nasz widok.
-Dzień
dobry Państwu – przywitał się. – Zastanawiałem się, co to były za krzyki w
nocy, ale już wiem, że do Pana przyszła narzeczona.
Wybuchłam
śmiechem.
-Pasujecie
Państwo do siebie – kontynuował monolog starszy pan. – Tak ładnie razem
wyglądacie.
-Dziękujemy
– powiedziałam.
-O,
proszę. Gratulacje – dalej mówił. – Widzę, że wybrał Pan Polkę. Taka ładna
dziewczyna.
Wsiedliśmy
szybko do windy. Spieszyliśmy się na trening i nie mieliśmy ochoty słuchać
dalej uwag dotyczących nas.
Była już połowa treningu, a Jochena
jak nie było, tak.. nie ma. Andrzej zaczął się niecierpliwić, pierwszy raz
zdarzyło się, że Niemca nie ma na treningu. Kiedy zajęcia powoli dobiegały do
końca na boisku pojawiła się zguba. Jednak zanim podszedł do trenera, pocałował
moją koleżankę. Wszyscy spojrzeli na nich z zaciekawieniem.
-Chcielibyśmy Wam powiedzieć o
naszych planach na najbliższe dni – odezwał się w końcu szkoleniowiec. – Musimy
zwiększyć liczbę czasu spędzonego na hali.
-Ale jak to? – wzburzył się
Ignaczak. – Wiemy, że musimy wygrać mecze ćwierćfinałowe, ale chcemy też
spędzić czas z rodziną.
-Spokojnie, mam na myśli tylko
piętnaście minut. A i nie chcę widzieć, żeby któryś z Was się spóźniał – spojrzał
wymownie na Jochena.
-Pewnie był poranny seksik –
zaśmiał się Kovacević.
-A żebyś wiedział – palnął Schöps.
-Koniec tematu – powiedział Andrzej.
– Możecie rozejść się do szatni, ale chciałbym, żeby Grzesiek i Paulina na
chwilę zostali ze mną.
Spojrzałam zdezorientowana. Bałam
się, że do trenera doszły słuchy odnośnie tego, co się wydarzyło niedawno.
-Okej, nie musicie się kochać –
zaczął pewnie. – Ale proszę Was, jeśli tak ma wyglądać atmosfera w drużynie, to
niech któreś z Was się pożegna z tym zespołem.
Czułam jak serce przyspiesza.
-Widziałem to, co się stało na
korytarzu jak Paulina szła na naradę. Przemyślcie to sobie, a teraz zmykajcie.
No cóż, może faktycznie kochać się
nie musimy. Szkoda tylko, że jedne z nas już kocha i nie próbuje zrozumieć, że
nigdy między nami nic nie zajdzie.
Kierowałam swoje kroki ku
parkingowi, kiedy przypomniało mi się, że mój samochód jest w naprawie. Jochen
szybko zaproponował mi bezpłatny transport, co mnie trochę zdziwiło. Wydawało
mi się, że będzie chciał spędzić drogę tylko ze swoją ukochaną, a jednak
potrafił być miły, choć był już zajęty.
Znów przez całą drogę milczeliśmy.
-Co Wy tacy małomówni jesteście? –
zapytałam. – Chyba powinniście teraz dużo rozmawiać, w końcu jesteście razem.
Słyszałam, jak się śmieją.
-Tak jakoś – odpowiedział Jochen. –
Zabrakło nam sił do rozmowy. Ale lepiej opowiadaj, czemu trener kazał Ci zostać
z Grześkiem.
-A bo widzisz.. Rano mnie Kosa
trochę wkurzył i trener widział, co się stało. Chciał, żebyśmy przemyśleli tą
całą „nienawiść”.
-Nie chcę nic mówić, ale dzisiaj
zamknij się w domu na cztery spusty – wyrzucił z siebie Jochen. – Kosok coś
mówił, że chce do Ciebie wpaść pod wieczór.
-Nie żartuj sobie tak nawet.
-Słowo honoru, Aga też to słyszała.
-Aga, Ty byłaś u chłopaków w
szatni? – spytałam zdziwiona.
-Nie, na korytarzu się tym swoim
misternym planem chwalił.
Jochen odwiózł nas pod blok i
odprowadził do góry. Trochę byłam tym zaskoczona, myślałam, że może chce po
prostu pożegnać się z Agą. Nic z tych rzeczy – pocałował ją i odprowadził do
pokoju. Kiedy drzwi zatrzasnęły się, myślałam, że coś się stanie. Jednak
panowała tam cisza.
-Z Jochenem postanowiliśmy, że
zostaniemy dzisiaj tutaj, z Tobą, tak na wszelki wypadek – uśmiechnęła się moja
przyjaciółka.
dropofwater
AHHAHAHA Nikola mój mistrz!
OdpowiedzUsuńDzisiaj przypadkiem weszłam na ten blog i muszę przyznać, że bardzo mi się podoba :D
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam go całegooo.
Rozdział świetny.
Zapraszam do siebie : moze-jeszcze-bedzie-dobrze.blogspot.com ;)