czwartek, 25 lipca 2013

20.

Na czas leczenia Jochena przeprowadziłam się do niego. Biedny w wielu rzeczach potrzebuje pomocy. Chciałam teraz cały czas być przy nim. Niestety mój Niemiec w "chorobie" jest strasznie marudny. Dobija go bezczynne siedzenie w domu, a ja nie wiem już jak mogę go pocieszać. Do tego dochodzą jeszcze moje zajęcia na uczelni. W pracy mogłam pozwolić sobie na dwa tygodnie wolnego, ale szkoła to szkoła. W nocy prawię nie śpię, bo się uczę. W dzień zajmuję się ukochanym. Nie mam ani chwili dla siebie. Nie mogę jednak pokazać swojej słabości.
 
Dzisiaj okazało się, że mam jedno okienko podczas zajęć. Korzystając z okazji pojechałam zrobić zakupy. Jedyny plus z kontuzji Jochena jest taki, że mam do dyspozycji jego samochód. Po wizycie w sklepie postanowiłam pojechać na chwilę do domu. Mam nadzieję, że sprawię mojemu ukochanemu niespodziankę. Kiedy weszłam do mieszkania spał sobie smacznie na kanapie. Oparłam się o ścianę i w ciszy obserwowałam jego miarowy oddech. W końcu nie wytrzymałam i podeszłam bliżej. Zaczęłam budzić go delikatnymi pocałunkami. Widziałam jak na twarzy Jochena pojawia się uśmiech. Chyba w końcu będzie lepiej.
 
-I jak się dzisiaj czujesz?-zapytałam
-Od momentu kiedy się pojawiłaś czuję się znakomicie. Wiesz dzwonił do mnie lekarz. Jutro mam kontrolę i jak wszystko będzie dobrze, to zdejmą mi gips.
-To cudowna wiadomość- uściskałam ukochanego
-Też się cieszę. Jeszcze parę dni i będę mógł wrócić do treningów, a wiesz jak mi na tym zależy.
-Pewnie, że wiem. Od czasu kiedy masz zwolnienie nie da się z tobą wytrzymać.- zaśmiałam się.
-Oj ty. Mówić tak do mnie - bardzo szybko pożałowałam wcześniejszych słów, bo Jochen zaczął mnie łaskotać
-Błagam przestań, wiesz, że tego nie lubię.
-Jak usłyszę magiczne słowa.
-Przepraszam, jesteś najwspanialszym mężczyzną na świecie.
-I o to chodziło. Grzeczna dziewczynka.
-Jesteś okropny. Masz szczęście, że muszę wracać na uczelnię, bo w przeciwnym razie byłby z tobą źle.
 
Posiedziałam jeszcze trochę w domu. Zrobiłam mojemu atakującemu obiad i popędziłam do szkoły. Niestety sama nie zdążyłam zjeść. Od rana chodzę głodna. Trudno może znajdę więcej czasu wieczorem. Jutro mam zajęcia dopiero popołudniu, więc rano będę mogła odwieźć mojego ukochanego na zdjęcie gipsu. Wreszcie będzie mógł swobodnie poruszać się po domu, a ja trochę odpocznę. Na zajęciach nie mogłam się skupić. Zastanawiałam się, co też dzieje się w domu. Jutro muszę jeszcze zajrzeć do Pauli, bo dawno jej nie widziałam. Ostatni raz spotkałyśmy się jak wróciła z Częstochowy i wpadłam do niej po parę moich ciuchów. Głupio mi tak, że zostawiłam ją ze wszystkim problemami. Może w końcu uda mi się wygospodarować trochę czasu jak Jochen wznowi treningi.
 

 
Od czasu wyjazdu do Częstochowy u mnie niewiele się zmieniło. Większość czasu spędzam w pracy. Nie chce mi się siedzieć samej w domu. Agnieszka, co zrozumiałe, przeprowadziła się do Jochena na czas jego choroby. Biedny akurat kontuzja musiała złapać go w tak ważnym momencie. Jestem w kontakcie z lekarzem i niebawem Niemiec dołączy do zespołu. Zastanawiam się co się dzieje z resztą chłopaków. Od pewnego czasu wszyscy traktują mnie bardzo obcesowo. Przecież ja nie zrobiłam nic złego. Rozumiem Piotrka i Grześka, ale pozostali? Męska koalicja. Czasami mam wrażenie, że lepiej byłoby, gdybym odeszła z pracy. Kto wie jak tak dalej pójdzie będę do tego zmuszona. Nie chcę pracować w takiej atmosferze.
 
Na razie podjęłam decyzję, że biorę tydzień wolnego i wyjeżdżam. W planach mam mały pobyt w Zakopanem. Tam zawsze potrafiłam zebrać myśli i wybrać odpowiednią drogę. Chyba najwyższy czas na małą przerwę. W klubie pewnie nawet nie zauważą mojej nieobecności. Wszystko co miałam zrobić robiłam. Teraz zostało mi napisanie do prezesa pisma z prośbą o urlop. Napisałam, że chodzi o sprawy rodzinne. Nie chcę żeby ktokolwiek wiedział o moim wyjeździe.
 
Prezes bez najmniejszego problemu dał mi tydzień wolnego. Na całe szczęście nie wypytywał się dokładnie o przyczyny mojej decyzji. Po pracy wróciłam do domu. Zaczęłam powoli robić sobie listę potrzebnych rzeczy. Wyjeżdżam dopiero po niedzieli, ale chcę mieć już wszystko gotowe. W poniedziałek tylko wsiądę w samochód i nie będę musiała się o nic martwić. Wszystkie problemy zostaną w Rzeszowie, zamknięte szczelnie w moim mieszkaniu....

wtorek, 16 lipca 2013

19.

Nie mogłam spać w nocy, czułam, że stanie się coś niedobrego. Bałam się, że albo stanie się jemu albo Paulinie. Obie sytuacje byłyby dla mnie bardzo stresujące. Dopiero około 3 udało mi się zasnąć.
Zaraz po przebudzeniu pobiegłam prosto do kuchni przygotować coś do jedzenia dla siebie i rodziców Jochena. Kiedy zalałam gorącą wodą herbatę, weszli do pomieszczenia, co mnie bardzo ucieszyło. Postawiłam na stole talerze, kubki i przygotowane przeze mnie śniadanie. Uśmiechnięta patrzyłam, jak jedzą, ale sama nie miałam ochoty niczego ruszać.

-Dlaczego nie jesz? – zagaiła mnie moja przyszła teściowa. – Wyglądasz bardzo mizernie.
-Denerwuję się meczem – odpowiedziałam. – Pewnie zjem dopiero wtedy, kiedy się skończy.
-Ale jeszcze trochę czasu zostało.
-Wiem, wiem. Ale i tak niczego nie tknę.

Czas straszliwie się dłużył. W końcu rozpoczęła się transmisja. Jochen zadzwonił do mnie jeszcze przed rozgrzewką, prosił, żebym się nie denerwowała, bo wszystko będzie dobrze. Jednak dalej trzymały mnie nerwy i przeczucie, że coś się stanie.
I okazało, że się moje przeczucia nie były bezpodstawne. Na początku trzeciego seta Jochen źle stanął na nogę, po czym upadł na parkiet z grymasem. Wokół pojawili się zarówno jego koledzy, jak i lekarze. Jednak już do końca tego spotkania nie pojawił się na boisku. Próbowałam nie płakać, ale kiedy skończył się mecz i studio, wyłączyłam telewizor i rozpłakałam się jak dziecko.

Po meczu poszłam do szatni, tak jak wszyscy. Kovacević i Kosok pomogli dojść Jochenowi do szatni, bo o własnych siłach nie miał. Takiego pecha nikt się nie spodziewał, wszyscy mieli niewyraźne miny. Jochen próbował nas uspokoić, że to nic poważnego, ale klubowy lekarz i tak uparł się, żeby pojechać do szpitala. Tak też zrobili.

Wieczór w częstochowskim hotelu spędziłam w pojedynkę. Weszłam na chwilę na jeden z portali społecznościowych, sprawdziłam, co dzieje się u moich znajomych. Jak się okazało – wszystko w porządku. Nie było z kim pisać, więc szybko się wylogowałam. Z korytarza słyszałam stukanie kul – to znaczy, że Jochen nabawił się poważnego urazu. Zapukał do mnie kilkakrotnie i kiedy pozwoliłam mu wejść, uczynił to. Usiadł na łóżko i skrył twarz w dłonie.


-Co się stało? – zapytałam podnosząc wzrok znad laptopa.
-Od ponad godziny nie mogę dodzwonić się do Agi – odpowiedział. – Wiem, że są tam moi rodzice, ale boję się o nią.
-Poczekaj, zaraz ja spróbuję się dodzwonić.


Podejmowałam próbę kilkakrotnie – bezskutecznie. Po kilku minutach zabrzmiał dzwonek telefonu Jochena. Bez wahania odebrał. Widziałam, jak na jego twarzy pojawia się stopniowo uśmiech – to musiało znaczyć, że dzwoni Aga. Jak tak patrzę na to wszystko, to ich nieźle nakręciło. Jednego dnia bez siebie nie potrafią wytrzymać. Ciekawe co to będzie, kiedy Jochen pojedzie na zgrupowanie…
Jednak ja także miałam teraz ważne rzeczy na głowie. Chociażby to, jak spławić Piotrka. Podjęłam ostateczną decyzję, że nie chcę się już w to wszystko bawić. Za dużo mnie to kosztuje. Najwidoczniej potrzebuję jeszcze trochę czasu, aby ochłonąć z wydarzeń sprzed kilku lat. Tak, zdaję sobie sprawę, że to żadne tłumaczenie, ale nie potrafię angażować się w związki, boję się odrzucenia i tego, że spotka mnie coś takiego jeszcze raz. Bogu dziękowałam, że Andrzej zaproponował mi ten wyjazd do Częstochowy. Choć na chwilę mogłam uspokoić swoje myśli i nie widzieć dwóch małych buciczków zapakowanych w piękne opakowanie.

Około godziny siódmej mieliśmy wracać do Rzeszowa. Kilkakrotnie sprawdziłam czy wszystko mam spakowane i wraz z całą ekipą poszliśmy pod hotel. Stał tam już nasz klubowy autobus, a także Jochen. Widziałam w jego oczach smutek, tak bardzo chciał pomóc swojej drużynie. Wprawdzie to było spotkanie wyłącznie towarzyskie, ale dla niego każda przerwa od siatkówki łączyła się z „cierpieniem”. Poklepałam go po plecach, bo widziałam, że jest jakiś przygaszony. 


Wsiedliśmy i ruszyliśmy. Tym razem drogę pokonywałam w towarzystwie Andrzeja. Dużo rozmawialiśmy, czasem nawet śmialiśmy się. Sympatyczny z niego facet, bardzo dobry człowiek i trener. W pewnym momencie już nie wytrzymałam „ciśnienia” i opowiedziałam mu o wszystkim, także o tym, co spotkało mnie w przeszłości. Bałam się, że nie zrozumie tego, ale widziałam w jego oczach uznanie. To miłe, kiedy ktoś, z kim pracujesz, rozumie Twoje problemy, a nawet próbuje Ci się z nimi uporać. 


Droga minęła bardzo szybko. Wysiedliśmy przy hali, a potem rozeszliśmy się do swoich aut. Jedynie Jochen miał mały problem – z nogą w gipsie nie mógł prowadzić. Ale i ten problem szybko się rozwiązał. Bowiem przy jego aucie stała Aga z jego rodzicami. Widziałam z daleka, że ma policzki mokre od łez i cała się trzęsie. Przywitałam się z nią buziakiem w policzek i szybko udałam się do swojego pojazdu.


Omal nie rzuciłam mu się na szyję. Te dwa dni rozłąki były dla mnie bardzo ciężkie, ale nie mogłam jechać z nim. Raz, że przyjechali jego rodzice i byłoby to niegrzeczne, gdybym ich samych sobie zostawiła, a dwa, że tęsknota bardzo często ma dobry wpływ na więzi między dwojgiem ludzi. Chociaż nam ona nie jest potrzebna. Wiedziałam jedno – będę teraz robić wszystko, żeby nie myślał o tym, jak bardzo boli go noga i jak długo będzie musiał pauzować w grze. Zwłaszcza, że za niedługo rozpoczniemy ciężką batalię ze Skrą Bełchatów. Szybko, aby uciec od pytań namolnych dziennikarzy, wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do mieszkania. Przez całą drogę prowadziłam ja, a ręce trzęsły mi się z nerwów. Jednak cały czas kontrolowałam swoje ruchy i z największą starannością prowadziłam pojazd. Chyba nigdy nie zdarzyło mi się jechać tak uważnie, jak wtedy.

Weszliśmy do mieszkania. Jochen był zaskoczony, że jest taki porządek, bo kiedy wyjeżdżał wszystkie rzeczy były porozrzucane po pokojach. Jego tato zaniósł torbę do sypialni.

-Wiesz synku, my dzisiaj wieczorem wracamy do siebie – powiedziała jego mama. – Zamówiliśmy bilety lotnicze do domu. Przepraszam, że tak Was zaskoczyliśmy z tą wizytą, ale tak jakoś wyszło.
-Szkoda, że już wyjeżdżacie – powiedział nieco smutny. – Ale to wasza decyzja.

Wieczorem odwieźliśmy ich na lotnisko. Nie wiem dlaczego, ale zebrało mi się na płacz. Może dlatego, że wyjechali tak nagle, w momencie, kiedy zaczęły mi się układać relacje z jego mamą..

dropofwater

niedziela, 23 czerwca 2013

18

Podczas kolacji atmosfera trochę się rozluźniła. Nawet mama Jochena starała się być dla mnie miła. Kiedy usłyszała, że studiuję germanistykę ucieszyła się. Zaproponowała, że jeśli będę miała z czymś problem to wystarczy jeden telefon, a ona pomoże. Nie mogłam uwierzyć w to, że najpierw była taka niemiła, a teraz nagle jej się odmieniło. Zdecydowanie jednak wolę ta drugą wersję. Po posiłku posprzątałam ze stołu, a Jochen zajął się zabawianiem gości. Postanowiłam, że dzisiaj będzie lepiej jak wrócę do siebie. Od tego pomysłu odwiódł mnie mój chłopak i jego rodzice. Nie miałam już wyjścia. Napisałam Pauli smsa, że nie wrócę. Nic mi nie odpisała. Zaczęłam się martwić, ale potem stwierdziłam, że może już śpi.

Resztę wieczora spędziliśmy na rozmowach. Ja trochę opowiadałam co robię, o tym jakie mam plany. W zamian dowiedziałam się jaki mój ukochany był w dzieciństwie. Nawet teściowa pokazała mi jego zdjęcia. Było sporo śmiechu przy tym. Jochen co chwilę mówił, że mamy już to zostawić. Chyba nie podobało mu się to wspominanie. Na całe szczęście ani razu nie padło słowo Anna. Kiedy słyszę to imię to ciarki przechodzą mi po plecach. Wierzę, że nigdy nie będę miała przyjemności jej poznać. Około północy rodzice Jochena postanowili, że położą się. Ja z moim ukochanym po chwili również udaliśmy się do sypialni.

-Myślałam, że ten wieczór będzie gorzej wyglądał. Twoi rodzice są cudowni.
-Po tej wpadce mojej mamy na początku myślałem, że to będzie jakaś masakra. Wiesz ona zawsze tak reagowała na moje dziewczyny. Kiedy poznawała je bliżej zazwyczaj nie była już taka złośliwa. Przepraszam cię, że na początku cię uraziła.
-Nie mówmy już o tym. Było minęło. Tak swoją drogą ile było tych dziewczyn?- zaśmiałam się
-Niewiele. Wydaje mi się, że to nie jest istotne. Najważniejsze, że znalazłem tą jedną jedyną. Kochanie nie myśl już o tym.- Jochen pocałował mnie w czoło i mocno przytulił do siebie
-Skoro tak mówisz, to już o tym nie myślę. Wiesz co martwię się o Paulinę. Pisałam do niej, że nocuję u ciebie i do tej pory nie odpisała.
-Pewnie położyła się wcześniej i nie słyszała. Rano jak się obudzi to na pewno się odezwie.
-Ja jednak mam wyrzuty sumienia. Ona tak bardzo mi pomogła, a ja zostawiłam ją samą z jej problemami. Boję się o nią, a co jak sobie coś zrobi. Paula ciągle przeżywa to co się stało trzy lata temu. Nie wiem jak mam pomóc.
-Na razie chyba nic nie możesz zrobić. Najpierw sama musi sobie przemyśleć parę spraw. A może Piotrek jej będzie umiał bardziej pomóc?
-Wydaje mi się, że nie. Między nimi coś się ostatnio popsuło. Do tego wszystkiego dochodzą jeszcze te problemy z Grześkiem.
-Aguś skarbie nie martw się tym teraz. Czas spaś, rano na spokojnie o tym jeszcze raz pogadamy.

Wtuliłam się w mojego mężczyznę. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. Wszystkie problemy znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Po kilku minutach zasnęłam.

Oczami Pauliny

Rano wstałam z ogromnym bólem karku. Kanapa nie jest jednak dobrym miejscem do spania. Leniwie poszłam do swojego pokoju po świeże ubrania. Kiedy wyglądałam jak człowiek spojrzałam na mój telefon. Miałam jednego smsa od Agnieszki i kilka nieodebranych połączeń od Piotrka. Nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Zabrałam potrzebne rzeczy i pojechałam do pracy. Miałam nadzieję, że uda mi się być w klubie zanim pojawią się siatkarze. Niestety już na parkingu spotkałam Tichacka. Na szczęście chociaż on nie dobijał mnie kolejnymi ploteczkami o mnie i Grześku. Zamieniliśmy tylko kilka zdań i każde udało się w swoją stronę.

Na całe szczęście zostałam dzisiaj zasypana masą pracy. Nie miałam nawet czasu zrobić sobie przerwy. Moja pracę przerwał trener.

-O tutaj jesteś. Słuchaj mam taką sprawę pojedziesz z nami na mecz do Częstochowy?
-Ja? Kurcze nie wiem czy dam radę. Jestem zawalona masą roboty.
-Paulina nie daj się prosić. Kierownik drużyny się rozchorował i nie może jechać. Proszę zastąp go. A te papierki na pewno mogą zaczekać.
-Dobrze mogę jechać. A kiedy jest ten wyjazd?
-Tak na prawdę to za dwie godziny.
-Co? Ja nie dam rady się wyrobić.
-Rozmawiałem z prezesem. Masz wszystko zostawić i niczym się nie przejmować. Teraz jedź do domu i się spakuj. To do zobaczenia.

Trener postawił mnie pod ścianą. Nie mając wyjścia pojechałam po kilka rzeczy. Kiedy wracałam do klubu zadzwoniłam do Agnieszki. Powiedziała, że da sobie radę. Przyjechali rodzice Jochena więc ona się nimi zajmie przez ten czas. Ulżyło mi, że nie zostawiam jej samej. Dziesięć minut później byłam na miejscu. Zawodnicy byli już w komplecie. Podałam swoją torbę kierowcy i czekałam aż wszyscy wsiądą. Widziałam, że Piotrek na mnie bardzo dziwnie patrzy. Nie wiedząc co zrobić odwróciłam wzrok. Bolało mnie patrzeć na niego, ale musiałam być twarda. W końcu przyszła kolej na mnie i wsiadłam do autokaru. Na szczęście siedziałam sama, chociaż tyle. Zawodnicy bardzo szybko zaczęli się wygłupiać. Jakoś mnie to nie bawiło. Założyłam więc słuchawki na uszy i bardzo szybko zasnęłam. Nim się obejrzałam, a byliśmy na miejscu. Zanim pojechaliśmy do hotelu chłopacy jeszcze musieli zaliczyć trening na sali.

Kiedy wchodziłam ze środka wychodzili zawodnicy z Częstochowy. Niezdara ze mnie i poślizgnęłam się na mokrej podłodze. Cała zawartość mojej torebki rozsypała się dookoła. Zaczęłam przeklinać pod nosem. Niespodziewanie ujrzałam nad sobą czyjąś postać. Jak się okazało to był zawodnik AZSu. Pomógł mi się jakoś pozbierać. Było mi trochę głupio.

-Hej nie ma czym się przejmować. Nie jesteś pierwszą osobą, która ląduje na tej podłodze.
-Wielkie dzięki i tak czuję się jak ostatnia łamaga.
-Ale za to bardzo ładna łamaga. -uśmiechnął się nieznajomy- Grzesiek jestem, miło mi.
-Paula.-podałam rękę nowemu koledze- Przepraszam cię ale chyba muszę lecieć, bo za chwilę zaczyna się trening Resovii, a muszę na nim być.
-Jak mus to mus. Mam nadzieję, że jutro sobie pogadamy dłużej.
-Ja tez mam taką nadzieję.

Rozstałam się z Grześkiem. Swoją drogą to kolejny osobnik o tym imieniu w moim życiu. Chyba jest ich za dużo. Wchodząc na halę widziałam dziwne spojrzenia kolegów. Olałam to totalnie. Zajęłam miejsce obok statystyków i zajęłam się swoimi sprawami.



Rodzice Jochena są wspaniali. Pokazałam im dzisiaj chyba całe miasto. Zrobiliśmy masę zdjęć. Tata mojego chłopaka powiedział, że musi mieć też parę fotek nowej synowej, bo musi pokazać rodzenie. Nie miałam wyjścia i musiałam zaliczyć małą sesję. Kiedy zostałam na chwilę sama z teściową zaczęła się seria różnych pytań. Starałam się na wszystkie odpowiedzieć. Czasami musiałam trochę ściemniać. Nie było tak źle. Chyba nawet polubiłam mamę Jochena. Jutro całą trójką oglądamy mecz z Częstochową, mamy nadzieję, że wygrany...

czwartek, 30 maja 2013

17


W drzwiach mieszkania mojego faceta stanęły dwie osoby, z tego, co przeczuwałam – jego rodzice. Jochen nie wspominał mi nic o tym, że mają go odwiedzić, zatem ja też nie byłam przygotowana do takiego spotkania. Wprawdzie jesteśmy już parą, ale dopiero od tygodnia. Szybko pognałam do sypialni, gdzie zarzuciłam na siebie ładne ciuchy, nadające się do wieczoru poznawczego z przyszłymi teściami. Jochen też szybko coś na siebie założył, bo był jedynie w bokserkach. Wyszła trochę niezręczna sytuacja i oboje mieliśmy nadzieję, że nie domyślą się, co się stało.
-Mamo, tato..

Kolejny wieczór spędzony w pojedynkę. Przez długi czas potrafiłam to znieść, lecz teraz, kiedy wspomnienia powróciły, niestety nie. Teraz tak bardzo chciałabym cofnąć czas, ominąć bolesne zdarzenia i żyć tak, jakby nic się nie stało. Jednak życie toczy się dalej czy tego chcę czy nie.
Usłyszałam stukanie do drzwi. W pierwszej chwili pomyślałam, że to pewnie Aga. Szybko uświadomiłam sobie, że przecież kolejną noc spędzi u Jochena. Zwinnie i cicho podeszłam do drzwi – za nimi stał nikt inny jak Cichy Pitt. Była to ostatnia osoba, która teraz powinna się tutaj pojawić.
-Cześć – przywitał się z uśmiechem na twarzy. – Wpadłem zobaczyć, co…
Spojrzał na moją minę.
-Co się stało? – zapytał.
-Nieważne – odpowiedziałam przecierając, rękawem koszulki, łzę. – Co Ty tutaj robisz? Miałeś mi dać kilka dni, a minęła ledwie doba.
-Wiem, ale pomyślałem, że może byśmy razem obejrzeli jakiś film.
-To niemożliwe.
-Dlaczego? Agnieszka pewnie będzie się uczyć i nie będzie nam przeszkadzać.
-Nie o to chodzi.
-Przecież zawsze może przenocować u Jochena. Z tego, co wiem, to są razem, więc pewnie nie byłoby problemu.
Wzięłam głęboki wdech.
-Piotrek, co Ty sobie wyobrażasz? – podniosłam ton, choć nie chciałam, żeby wszyscy sąsiedzi słyszeli to, co mówię. – Nagle jak rozstałeś się z Olką zacząłeś mnie dostrzegać? Wybij to sobie z głowy. Nie chcę Cię tutaj widzieć, mam dość czucia się jak przedmiot, do którego można przychodzić tylko wtedy, gdy ma się problemy. Mam już tego serdecznie dość!
Trzasnęłam drzwiami. Po raz pierwszy w życiu byłam tak zdenerwowana, tak zbulwersowana czyimś zachowaniem i po raz pierwszy w życiu wykrzyczałam komuś, tak ważnemu dla mnie, w twarz, co myślę o nim i jego zachowaniu.

-Mamo, tato, poznajcie moją dziewczynę – powiedział Jochen. – Agnieszka to moi rodzice.
Byłam lekko spięta. Było to dość widoczne – moja dłoń trzęsła się, a zamiast uśmiechu na twarzy pojawił się grymas.
-Bardzo ładna z Ciebie dziewczyna – odezwał się ojciec Jochena. – No synu, gratuluję pięknej kobiety – poklepał go po plecach.
Z twarzy jego matki wyczytałam, że chyba nie do końca jest zadowolona. Na domiar złego wypaliła jeszcze takim tekstem, że omal się nie rozpłakałam.
-Co z Anną? – zapytała wprost. – Byliście idealną parą przez tyle lat, a Ty nagle to wszystko tak niszczysz? Jochen, nie tak Cię z ojcem wychowaliśmy.
Czułam jak łzy wzbierają mi się w oczach.
-Z Anną to rozdział zamknięty – rzucił oschle. – Zdradziła mnie z moim najlepszym kumplem. Nie miałem ochoty tego ciągnąć, nie pozwolę, żeby ktoś taki jak ona – poczułam, że z chęcią rzuciłby ostrzejszymi słowami – niszczył mnie psychicznie. Nie tak się umawialiśmy. Nie dotrzymała słowa, więc postanowiłem z niej zrezygnować.
-Nie płacz, piękna – powiedział szeptem jego ojciec. – Nie przejmuj się, ona zawsze tak to przechodzi – pogłaskał mnie po plecach.
Liczyłam, że choć on stanie po mojej stronie w tej głupiej sytuacji. Żeby nie stać tak bezczynnie, poszłam do kuchni i wzięłam się za przygotowywanie posiłku dla gości. Łzy leciały mi jedna za drugą, a ja starałam się łkać najciszej jak tylko potrafiłam. Nie chciałam jeszcze bardziej pogorszyć swojego wizerunku w jej oczach.
-Synu, gdzie jest łazienka? – zapytała.
Pokazał jej palcem, a w tym czasie pomógł ojcu zanieść torby do sypialni.
-Kochanie, nie płacz – powiedział, obejmując mnie. – Ja wiem, że Ty wszystko zrozumiałaś i Cię to bardzo boli, ale nie bierz tego tak do siebie.
Odsunęłam się na krok, ale złapałam jego dłonie.
-Może powinniśmy poczekać jeszcze z moją przeprowadzką tutaj? – spytałam. – Może rzeczywiście Twoja mama ma rację, że nie jesteśmy dla siebie stworzeni?
-Aga, pamiętasz, co Ci powiedziałem? Że nigdy, ale to nigdy, Cię nie postawię w takiej sytuacji, jak to zrobił Michał Paulinie. I nie zostawię Cię teraz samej, bardzo Cię kocham – dotykał moich włosów. – Chcę, żebyś za jakiś czas została moją żoną.
-Ale zobacz, jesteśmy zbyt krótko, żeby snuć tak dalece idące plany.
Chciałam dokończyć myśl, ale pocałunkiem zamknął mi usta. Kątem oka widziałam, jak jego rodzice przyglądają się nam.

Słyszałam jak jeszcze przez kilkanaście minut pukał do drzwi, potem zaczął walić w nie pięściami. Krzyczał, prosił, żebym otworzyła, jednak moja godność na to nie pozwalała. Jakaś cząstka mnie pragnęła mu przebaczyć, inna – odradzała. Ucieczka przed nim byłaby niezwykle trudna – pracujemy w jednym klubie, widzimy się każdego dnia. Ja postanowiłam pozostawić tą sprawę do samoistnego rozstrzygnięcia, choć wiem, że sprawa sama z siebie się nie rozstrzygnie. Kilka minut później zasnęłam wtulona w poduszkę na kanapie.

dropofwater

niedziela, 19 maja 2013

16

Wsiadłam do samochodu mojego Niemca i ruszyliśmy do naszej ulubionej knajpki. Zamówiliśmy jedzenie i zaczęliśmy rozmowę. W sumie nie były to może jakieś ważne tematy, ale z nim nie ma znaczenia o czym się mówi. Niedługo chłopacy mają małą przerwę w grze. Podobno jest pomysł na zrobienie jakieś imprezy klubowej, ale tylko sami zawodnicy. Jochen z Paulą coś już w tym kierunku działali, ale nie ma na razie konkretów. Chyba im w tym troszkę pomogę.

-Dobra kiedy robimy imprezę?- zapytałam kończąc jeść
-Sam nie wiem. Za dwa tygodnie mamy wolny weekend, więc może wtedy? Co ty na to?
-Jak na lato. Też mam wtedy troszkę luźniej na uczelni, więc może być. Dzisiaj wieczorem poszukam z Paulą w internecie jakiegoś miejsca. Ty zaprosisz chłopaków i będzie super.-uśmiechnęłam się
-A ja myślałem, że dzisiejszy wieczór i noc spędzisz u mnie - Jochen zrobił smutną minkę.
-Jak na razie nie dostałam zaproszenia - pokazałam mu język.
-Nie potrzebujesz zaproszenia, żeby do mnie wpadać. W sumie proszę, to dla ciebie - podał mi pęk kluczy - Teraz o każdej porze możesz do mnie wpadać.
-Jej dziękuję. Od czasu do czasu na pewno zrobię z nich użytek.
-Pamiętaj, o tym co mówiłem rano. Jeśli o mnie chodzi, to nawet dzisiaj mogłabyś do mnie się wprowadzić. Nie uważasz, że byłoby nam wygodniej. Ja nie mam nic do Pauli, ale wiesz jak ona jest w mieszkaniu czuję się lekko skrępowany.
-Skrępowany? Nie wiem o czym mówisz - powiedziałam, uśmiechając się.
-Tak jasne. Gdyby ona widziała te nasz lekcje, to oj. Chyba normalne korepetycje tak nie wyglądają, ale praktycznie lepiej się tłumaczy.
-Ty tylko o jednym. Nie wiem jak ja z tobą potrafię wytrzymać. Oj chyba czas się zbierać.
-A co masz dalsze propozycje na resztę dnia?-zapytał wsiadając do samochodu.
-Tak muszę się trochę pouczyć.
-Ok rozumiem. Wydaje mi się, że mam materiały, które mogą ci pomóc.

Nie miałam wyjścia i po 20 minutach byliśmy pod jego blokiem. Ledwo weszliśmy do windy, a Jochen zaczął mnie całować. Całe szczęście, że po drodze nie przyłączył się do nas ktoś z mieszkańców tej klatki. Po chwili byliśmy w mieszkaniu Niemca. Chcąc go trochę uspokoić najpierw swoje kroki skierowałam do kuchni żeby zrobić sobie coś do picia. Mój facet widocznie nie był z tego zadowolony. Nie zwróciłam nawet na to uwagi. Potem zabrałam jego laptopa i zaczęłam szukać miejsca na imprezę. Jochen nie mógł już dłużej tego wytrzymać, więc poszedł wziąć prysznic. Chyba się na mnie troszkę obraził. Uśmiechnęłam się tylko do siebie. Odłożyłam komputer, a potem napisałam SMSa do Pauliny, że dzisiaj nie wracam. Przy okazji wysłałam jej też namiary na klub, gdzie można zrobić tą imprezę. Kiedy już byłam "wolna" postanowiłam, że chyba odwiedzę w łazience mojego chłopaka. Niestety zdążył mnie ubiec i wyszedł z łazienki mając na sobie tylko ręcznik. Uśmiechnęłam się cwaniacko i podeszłam do Jochena. Nie zabrało mi dużo czasu, żeby poprawił mu się humor...

oczami Pauliny

Agnieszka kolejną noc spędza u Jochena. Czasami zastanawiam się czy nie lepiej będzie jak wprowadzi się do niego na stałe. Niemiec zaoszczędzi sobie chociaż na paliwie, bo nie będzie musiał jeździć codziennie od siebie do nas. Odzwyczaiłam się od samotnego spędzania wieczorów, odkąd Aga mieszka ze mną. Jak sytuacja będzie się tak rozwijać, to niedługo na pewno znowu będę mieszkała sama.


Od czasu kiedy wróciłam do domu nie mogę znaleźć sobie miejsca. Ciągle chodzi mi po głowie to co powiedział Piotrek o Olce i Łukaszu. Nie mogę w to uwierzyć, że prawda. Ciekawe jak długo ich romans trwa. Jest mi szkoda i Cichego i Agnieszki. Muszę ukryć przed nią ten fakt. Tak będzie lepiej dla niej, po co dziewczyna ma się denerwować. Co do Nowakowskiego, to hmm... Nie chcę być pocieszycielką po nieudanym związku. Nie wiem po co on mi to powiedział. To jest jego problem, a nie mój. Jest mi go trochę żal, ale sam musi radzić sobie ze swoimi kłopotami. Ja mam też swoje życie, które jest strasznie pogmatwane. Najpierw muszę odciąć się od tego co było i nauczyć sina nowo chodzić z wysoko uniesioną głową.


Postanowiłam, że dla zabicia zajmę się porządkami w swojej szafie. Ubrania przy każdym otwarciu drzwiczek wypadają na ziemię. Nie wiedziałam, że mam aż tyle ubrań. W końcu uporałam się z prawie wszystkim. Została mi jeszcze tylko jedna. Wyrzuciłam zawartość szafki na podłogę. W stercie rzeczy znalazłam mały pakuneczek. Do tej pory myślałam, że się tego pozbyłam, przy przeprowadzce. Były to małe buciki i śpioszki. Kupiłam to zaraz po tym jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Znowu wróciły wszystkie wspomnienia. Nigdy nie zapomnę tego jak lekarz wszedł do mojej sali i powiedział mi, że straciłam dziecko. Załamałam się tym strasznie. Z depresji wychodziłam przez dłuższy czas.


Zabrałam moje znalezisko i położyłam się na łóżku. Zaczęłam zastanawiać się jak teraz wyglądałoby moje dziecko. Nawet nie miałam szansy żeby dowiedzieć się czy to chłopiec, czy dziewczynka. Poczułam na policzkach kolejne łzy. Nie chciałam ich powstrzymywać...



Spędzaliśmy milo czas w sypialni Jochena. Trochę rozmawialiśmy o mojej pracy magisterskiej. Cały czas myślę nad tematem. Mając takiego nauczyciela nie mam się czego obawiać. Naszą paplaninę przerwał dzwonek do drzwi. Jochen poszedł otworzyć. Ja narzuciłam na siebie jego koszulkę i wyszłam zobaczyć kto przyszedł. Takich gości to nawet w najśmielszych snach się nie spodziewałam...

sobota, 18 maja 2013

15


Siedziałam i jadłam płatki z mlekiem. Nie wiedziałam, która jest godzina, wydawało mi się, że jest jeszcze wcześnie. Nie budziłam Pauliny, wolałam, żeby się wyspała, zwłaszcza po wczorajszych zwierzeniach. Nagle ktoś założył mi ręce na oczy, a po chwili zaczął szeptać. Tak się przestraszyłam, że mleko z płatkami wylądowało mi na spodniach od pidżamy.
-Jochen? – zapytałam lekko zdziwiona. – Co Ty tutaj tak wcześnie robisz?
-Wcześnie? – teraz to on zrobił zaszokowaną minę. – Jest 7:30.
-Miałeś być o 8.
-Wiem, ale strasznie się za Tobą stęskniłem..
-To może w ogóle powinnam z Tobą mieszkać? – zażartowałam, sprzątając to, co narozrabiałam.
-A wiesz, że to nie jest głupi pomysł?
-Oj Boże, Boże. Co ja z Tobą mam..
-Dziecko – palnął bez namysłu.
Spojrzałam na niego nietęgim wzrokiem.
-Znaczy jeszcze nie, ale kiedyś na pewno będziemy mieli.
Wywróciłam oczami.
-Wiesz, że to była moja ostatnia czysta pidżama, w której mogę spać zimą?
-To ja proponuję Ci, żebyś spała z kaloryferem.
Wyśmiałam go.
-Oczywiście mam na myśli siebie. Kocham Cię.
-Mówisz mi to już chyba dziesiąty raz.
-Ale nie moja wina, że ja Cię naprawdę kocham.
-Ja Ciebie też – stanęłam na palcach i pocałowałam go w policzek. Takie miałam wrażenie, jednak w rzeczywistości musnęłam jego brodę.
Poczułam jak jego dłonie wirowały w mojej talii.
-Ekhem – chrząknęłam. – Skoro mamy jeszcze trochę czasu, to może przygotuję śniadanie dla Pauliny.
-A nie możesz mnie nakarmić? – spytał, robiąc słodką minę.
-Nie.
Próbował mnie przekonać czułymi całusami, jednak marnie mu szło. W końcu szybko odsunęłam się od niego i poszłam obudzić Paulinę. Powiedziałam jej, że zaraz muszę wychodzić na zajęcia, a śniadanie dla niej schowałam do lodówki. Uśmiechnęła się i podziękowała – chociaż tak mogłam jej wynagrodzić wczorajszy wieczór, kiedy wydusiła z siebie tą straszną historię.

Kiedy obudziła mnie Aga byłam nieco zła. Późno zasnęłam, chciałam się wyspać, ale zdawałam sobie także sprawę z tego, że czas iść do pracy – dzisiaj pewnie będzie dużo do roboty. Zaraz po przebudzeniu poszłam do kuchni, by wyjąć z lodówki śniadanie, które dla mnie przygotowała. Wiedziałam, że na niej mogę zawsze polegać, bo potrafiła zrozumieć wszystko, ale nie wszystko potrafiła znieść. W dzisiejszym świecie ciężko znaleźć tak wartościową osobę, której można byłoby w pełni zaufać.
Kanapki i ciepła herbata z cytryną, tak na wzmocnienie odporności i dodanie sił. Kochana dziewczyna, bardzo troskliwa. Widziałam jak jeszcze w przedpokoju krzątała się, a Jochen patrzył na nią z takim uczuciem w oczach. Para idealna, mam nadzieję, że ich związek przetrwa nawet największe kryzysy.
Mój samochód wrócił w końcu z naprawy. Już nie musiałam tłuc się komunikacją miejską na Podpromie. Nie było może to jakoś strasznie uciążliwe, ale Ci ludzie, którzy patrzyli na mnie nietęgim wzrokiem, kiedy wsiadałam ubrana w kurtkę Resovii, byli nieco męczący. Teraz mogłam już na spokojnie i bez nerwów dojechać na miejsce.
Wysiadłam z auta, zabrałam papiery i wszystko inne, co miałam oddać. Andrzej był nieco zdziwiony, że zrobiłam to wszystko tak szybko. Wytłumaczyłam mu, że przez ostatnie dni wieczory spędzałam sama, bo Jochen zabierał swoją, obecną, dziewczynę do siebie lub do kina. Trener uśmiechnął się i poprosił, żebym opowiedziała mu wszystko o tym zdarzeniu, od kiedy są razem. Z miny wywnioskowałam, że jest bardzo zadowolony, że sprawa między atakującym a moją koleżanką zaszła tak daleko. Kątem oka widziałam, jak rozmowę podsłuchuje Cichy Pitt.
-A Ty nie za wcześnie? – szybko zmienił temat. – Trening zacznie się za 30 minut.
-Wiem, tylko chciałem chwilę porozmawiać z kimś – rzucił nieśmiało. – Z Pauliną – szybko dodał.
Andrzej zrozumiał, że powinien wyjść i nie przeszkadzać nam w rozmowie. Wszedł do klubowej szatni, gdzie chyba chciał przeczekać całą rozmowę i ewentualnie powstrzymać zawodników, aby nam nie przeszkadzali.
-Wiem, że przez ostatnie dni głupio się zachowywałem – zaczął. – Miałem swoje problemy, musiałem wszystko na spokojnie przemyśleć.
-Jasne, nie ma sprawy – burknęłam pod nosem. – Tylko dlaczego mieszasz mnie w to wszystko?
-Bo to tyczy się także Ciebie.
-Och, no co Ty?
-Paula, zrozum mnie. Olka zostawiła mnie dla jakiegoś osła. Przyszedłem prosto z kręgielni do domu, drzwi były otwarte, więc wszedłem. Ściągnąłem buty, kurtkę i poszedłem do kuchni – chciałem coś zjeść, byłem głodny. Wchodzę i widzę tam Olkę całującą się.. nie zgadniesz z kim.
-Nie mam ochotę robić teraz za typera i wymyślać z kim ona mogła się całować.
-Z Łukaszem! Tym chłopakiem Twojej koleżanki, Agi.
-Nie żartuj – byłam zaszokowana.
-No, tylko nie mów jej nic. Będzie dziewczyna cierpieć.
-Wiesz, ona się raczej tym nie przejmie. Od kilku dni jest z naszym Jochenkiem.
-Poważnie?
-Jak najbardziej.
-Ale powracając do tematu. Wiem, że głupio jest mi teraz prosić o wybaczenie, ale..?
-Muszę to przemyśleć, to nie jest decyzja do podejmowania na „odczep”. Musisz dać mi kilka dni.
-W porządku. Jak już podejmiesz decyzję, to daj znać.
-Okej.

Wyszłam z uczelni w towarzystwie swoich koleżanek. Wszystkie jednak zamiast skupić się na rozmowie odnośnie materiału i nowego profesora (przystojnego trzeba zaznaczyć), dojrzały Jochena, który stał oparty o swój samochód. Gdy tylko zobaczyły na jego twarzy uśmiech, pomyślały, że coś jest na rzeczy.
-To cześć Wam – powiedziałam odłączając się od towarzystwa.
Dziewczyny pomachały mi na pożegnanie, ale i tak widziałam kątem oka, że śledzą każdy mój ruch.
-Cześć kochanie – na powitanie dał mi soczystego całusa. – To dzisiaj spędzamy popołudnie wspólnie?
-Oczywiście – uśmiechnęłam się i mocno przylgnęłam do niego. – Tylko wiesz, muszę zacząć pisać pracę magisterską.
-Może Ci pomóc?
-To nie jest wcale głupi pomysł.
-Och, będę mógł spędzać z Tobą jeszcze więcej czasu. A poza tym to już ostatni rok studiów?
-Mhm.
-To dobrze się składa – rzucił tajemniczo.
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy na nasz wspólny posiłek.

dropofwater

czwartek, 16 maja 2013

14

-Nie musicie ze mną siedzieć. Ja sobie znakomicie dam sama radę. Co Grzesiek może mi zrobić.
-Paulina wolimy wiedzieć, że jesteś bezpieczna-odezwał się Niemiec.
-Nie ma mowy. Jesteście parą od niedawna i powinniście spędzać czas razem, a nie pilnować mnie. Jochen, zabierz swoją dziewczynę na jakiś film czy coś. Cieszcie się sobą, ja dam sobie radę, serio- powiedziałam.
-Ale ja będę się o ciebie martwiła. Zostajemy i koniec.
-Idziecie gdzieś razem i to już. Zajmijcie się sobą, dobrze wam to zrobi.Jak będzie się coś działo zadzwonię.
-No dobra, ale jak coś to wiesz jesteśmy za 5 minut.
  Jakimś cudem udało mi się moich zakochanych "wywalić" z domu. Kiedy zostałam sama zaczęłam sprzątać, bo ostatnio nie miałam do tego głowy. Kiedy skończyłam zabrałam się jeszcze za papiery, które zabrałam
z klubu. Nie mogłam się na tym jednak skupić, bo cały czas miałam w głowie po co Grzesiek tu chce przyjść. Spojrzałam na zegarek i było już po 20, czyli już raczej się nie pojawi. Na tą myśl uśmiechnęłam sie do siebie. Przypomniało mi się, że do tej pory zawsze traktowaliśmy się jak przyjaciele. Razem imprezowaliśmy, mogłam z nim porozmawiać na każdy temat. Nie wiem co strzeliło mi wtedy do głowy, że się z nim przespałam. Na pewno swoje zrobił alkohol, ale jeszcze w jakimś stopniu kontrolowałam to co się dzieje. W pewnym sensie miał być to sposób na zapomnienie o pewnych wydarzeniach. Wyszło jednak jak wyszło. Z moich rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych
drzwi. Chwilę później do mieszkania weszła Agnieszka.
-I co przyszedł?-zapytała.
-Nie, nie było go. Widocznie coś źle usłyszeliście- uśmiechnęłam się słabo.
-Co się dzieje? Nad czym tak myślisz?
-Nad tym wszystkim co się stało. Wtedy w tą noc nie powinnam była iść do Grześka, ale potrzebowałam bliskości. On w pewien sposób mi to dał. Tak bardzo nie chciałam być sama. Ostatnio coraz częściej wracają do mnie koszmary z przeszłości- nie wytrzymałam i rozpłakałam się jak dziecko.
-Paula spokojnie. Jeśli chcesz to możesz mi o wszystkim powiedzieć, a jak nie to ja nie naciskam.
-Cały czas czuję się tak jakby to działo się wczoraj. Przyjechałam do Rzeszowa, bo poznałam takiego Michała. Strasznie się w nim zakochałam i zrobiłabym dla niego wszystko. Postanowiliśmy razem zamieszkać. Na początku było jak w bajce, każdego dnia budziłam się i zasypiałam w jego ramionach. Było nam razem dobrze. Niestety, któregoś dnia został kierownikiem działu swojej firmy w Przemyślu. Dostał tam mieszkanie służbowe i przeprowadził się tam. Ja nie mogłam pojechać z nim bo miałam studia. Na początku
widywaliśmy się często, z czasem jednak ja miałam coraz więcej swoich obowiązków na uczelni i w pracy, a on swoich. Wszystko zaczęło nam się sypać. Wspólny wyjazd na wakacje miał to jakoś naprawić-przerwałam żeby przetrzeć mokre oczy.
-I co udało się?
-Trochę tak, znowu jakoś nam się zaczęło układać. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Jak najszybciej chciałam pojechać do niego i mu to powiedzieć. Nie uprzedziłam, że przyjadę, chciałam żeby była to niespodzianka. Miałam klucze do jego mieszkania. To co tam zastałam załamało mnie. Kiedy otworzyłam drzwi zauważyłam, że jest w domu. Udałam się do sypialni i tam zastałam Michała z jego sekretarką. W tym momencie cały świat mi się zawalił. Wybiegłam z mieszkania, a on nawet nie wybiegł
za mną. Wsiadłam w samochód i wróciłam do Rzeszowa. Przez parę dni nie wychodziłam z domu, tylko ciągle płakałam.
-O matko, ja nie wiedziałam, że przez coś takiego przeszłaś. No a co z dzieckiem?
-Jak widać nie ma go. Musiałam w końcu wyjść z domu. Niestety wtedy przyjechał Michał. Chciał ze mną pogadać. Wyrwałam mu się i wpadłam wprost pod nadjeżdżający samochód. Skończyło jak się skończyło.
-Nie wiem co powiedzieć. Nie spodziewałam się, że nosisz w sobie aż taką tajemnicę. Przykro mi.
-Nie ma sprawy. Nie chciałam nikomu o tym mówić. Wtedy na tej imprezie jak Piotrek przyszedł z Aśką poczułam się tak jakoś dziwnie i dlatego z Grześkiem tak wyszło. Wiem, że teraz nie zrobiłabym tego drugi raz. Przez to co się stało czuje się jak ostatnia szmata.
-Proszę cię nie mów tak. Nic złego nie zrobiłaś. Każdy ma prawo do poczucia bezpieczeństwa. Nie martw się tym już tak. Grzesiek na pewno wszystko przemyśli. Doskonale wie, że jesteś jego najlepszą przyjaciółka i nie zaprzepaści tego. A co do Piotrka to prędzej czy później zrozumie, że powinien w końcu o ciebie zawalczyć.
-Agnieszka ja nie wiem czy chce tego nadal. Może będzie lepiej jak zostanę sama. Przynajmniej nie będę miała więcej takich problemów. Tak sobie postanowiłam i tego się będę trzymać. No a teraz opowiadaj co u ciebie i Jochena.
-Byliśmy w kinie. Co do filmu niewiele wiem, bo co chwilę mój facet mnie całował. Potem byliśmy na spacerze. Jednym słowem w końcu jestem szczęśliwa. Mam nadzieję, że będzie tak już zawsze. Kocham go jak nikogo innego. Mój Jochenek.
-Cieszę się, że tobie się układa. Jochen to dobry chłopak. Na pewno cię nie skrzywdzi. Widać, że jak mówi o tobie to ma iskierki w oczach. Życzę szczęścia.
-Dziękuję. Ty tez w końcu znajdziesz tego jednego.
-Chyba nie chcę. Ja pójdę się już położyć. Kolorowych snów.
-Dobrej nocy.


Nie spodziewałam się, że Paulina aż tyle przeszła. Zawsze wydawało mi się, że jest silną dziewczyną. Jednak tak naprawdę jest bardzo wrażliwa i krucha. Nie pozwolę żeby już żaden facet ją skrzywdził. Przed snem odezwał się do mnie Jochenek. W skrócie opowiedziałam mu o wszystkim.
-Jaja sobie robisz?-zapytał zaskoczony
-Chciałabym. Niestety to wszystko prawda. Biedna Paula.
-Obiecuję, że ja nigdy nie wywinę ci takiego numeru. Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham.
-Ja ciebie też. Dobrze, że ciebie mam.
-Zapraszam cię jutro po treningu na obiad, a potem spacer. Co ty na to?
-Z tobą zawsze. Teraz już muszę iść spać, bo mam rano zajęcia.
-Jestem u ciebie o 8 i cię zawiozę.
-Nie musisz, ale skoro chcesz to będzie mi miło. Kocham cię.
-Kolorowych snów w głównej roli ze mną. Pa słońce.
Kiedy się rozłączył uśmiechnęłam się do siebie. Ile mnie szczęści spotkało, że go mam...