-A wiesz trochę jeszcze czuję skutki choroby i potrzebuję się do końca wyleczyć.
-Mam nadzieję, że nie przeszkadzam- do pokoju weszła Paula- Chciałam wam tylko powiedzieć, że wychodzę i będę późno. Macie więc całe mieszkanie dla siebie. Możecie się uczyć do woli. Pa gołąbeczki.
-Spadaj.- rzuciłam do Pauli- To na czym skończyliśmy?
-Chyba na tym, że nie jesteś do końca zdrowa.
-Znam fantastycznego lekarza, który na pewno pomoże mi.
Uśmiechnęłam się do atakującego i delikatnie go pocałowałam. On przyciągnął mnie bliżej i złapał w talii. Po chwili poczułam jak zaczyna rozpinać guziczki mojego sweterka. Kiedy udało mi się ze wszystkimi oderwał się ode mnie i popatrzył na mnie. Bez namysły popchnęłam go na moje łóżko. Tym razem to ja go pozbawiłam górnej części odzieży. Usiadłam na jego udach i popatrzyłam z uśmiechem na niego. Długo to nie trwało, bo ponownie przyciągnął mnie do siebie. Pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Nawet nie wiem kiedy, a nawzajem pozbyliśmy się swoich ubrań. Teraz już nic nie stało nam na przeszkodzie, aby stało się to o czym marzyłam od dawna. Te minuty spędzone razem sprawiły, że wstąpiły we mnie nowe siły. Po szaleńczym "wyścigu" wtulona w niego czułam się taka bezpieczna. Jochen bez słowa głaskał mnie po plecach. Niestety musiałam przerwać tą miłą chwilę.
-Ja nie chcę nic mówić ale muszę wracać do nauki. Jak tego nie opanuję to zawale rok.
-Spokojnie ja ci pomogę. Kto się zna lepiej na niemieckim jak rodowity Niemiec. Dawaj co tam masz?
Podałam mu moje książki i notatki. Po chwili przystąpiliśmy do nauki. Nawet nie wiem kiedy, a już skończyliśmy. W ramach podziękowań postanowiłam, że zrobię mu coś do jedzenia. Założyłam na siebie koszulkę Jochena i poszłam do kuchni. Po kilku minutach wróciłam z kanapkami. Zjedliśmy razem w łóżku dyskutując o mojej nauce. Nawet nie wiem kiedy zrobił się wieczór i mój nauczyciel musiał wracać do siebie.
-Dziękuję za wszystko.-powiedziałam i pocałowałam go
-Nie ma za co. Jeśli o mnie chodzi to mogę ci nawet codziennie dawać takie korepetycje.- powiedział i tym razem to on wpił się w moje usta
Oczami Pauliny
Tak na prawdę nie wiedziałam po co wyszłam z mieszkania. Szczerze to nie miałam co robić. Chciałam jednak zostawić wolne mieszkanie Agnieszce i Jochenowi. Doskonale wiem jak potoczyły się losy po moim wyjściu. Sama nie wiedziałam co mam se sobą zrobić. Do Piotrka nie pójdę, bo po naszej ostatniej rozmowie unikam go jak mogę. W sumie to tutaj jedynym moim przyjacielem jest jeszcze tylko Grzesiek. Po tym co się stało między nami nie wiedziałam czy mogę iść do niego. Stwierdziłam jednak, że co mi tam. Po drodze do niego wstąpiłam do sklepu po dwie butelki wina. Kolejny raz mam ochotę się upić, a co. Wiem, że będę jutro tego żałować, mimo to zaryzykuję. Po 20 minutach byłam pod blokiem Kosy. Niepewnie weszłam na jego piętro i zadzwoniłam do drzwi.Przez chwilę nikt nie otwierał. Już miałam odchodzić kiedy ujrzałam uśmiechniętą twarz kolegi.
-Paula? Jej nie spodziewałem się ciebie tutaj.-powiedział zdziwiony Grzesiek
-Nie miałam co ze sobą zrobić więc przyszłam do ciebie. Mam coś na miły wieczór.-pokazałam wino
-Skoro tak to zapraszam. A co się stało, że nie mogłaś zostać w swoim mieszkaniu?
-Jochen pomaga Agnieszce z niemieckim. Nie chciałam im przeszkadzać.
-Haha wiem jak taka pomoc się kończy.
-Nie wnikam w to. Wolałam więc wyjść i nogi skierowały mnie tutaj.
-Ciesze się, że przyszłaś do mnie. Rozgość się. Ja w tym czasie pójdę po korkociąg i kieliszki.
Po kilku minutach siedzieliśmy razem w salonie Grześka. Trochę rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Kosok przeprosił mnie za to, że rozpowiadał co się stało wtedy w nocy. Nie umiem się na niego gniewać więc mu wybaczyłam. Nawet nie wiem kiedy obie butelki zrobiły się puste. Szczerze powiedziawszy miałam ochotę na więcej. Grzesiek oczywiście był na to przygotowany. Kolejne wino zniknęło w ekspresowo. Kiedy wstałam żeby iść do łazienki dopiero poczułam, że nie jest dobrze. Chwiejnym krokiem udało mi się jakoś dostać do ubikacji. Kiedy wróciłam do Grzesia jeszcze bardziej zaczęło mi szumieć w głowie. Usiadłam koło przyjaciela. On delikatnie objął mnie ramieniem.
-Powiem ci, że gdyby nie ty czasami nie miałabym komu się wyżalić?- powiedziałam
-Przecież masz Agnieszkę.
-Są takie chwile, że potrzebuję męskiego ramienia. Grzesiu dlaczego ja nie mogę ułożyć sobie życia. Każdy jakoś potrafi znaleźć sobie ta drugą osobę. Zobacz Aga i nasz Niemiec, Piotrek i ta Aśka. Nie wierzę, że to jego kuzynka. Takie bajki to on może opowiadać sobie Jochenowi, a nie mnie. Kuzynka nie zabija wzrokiem.
-A co ja mam powiedzieć. Ja tez jestem sam. Laski są ze mną tylko dla kasy. Ja chciałbym, żeby była niesamowita, taka jak ty.
Po tych słowach zbliżył się do mnie na niebezpieczną odległość. Kilka sekund później zaczął mnie całować. Jego ręka niebezpiecznie zaczęła wędrować pod moją bluzkę. Tym razem wiedziałam, że to nie może się stać. Ja tego nie chciałam. Wyrwałam się Grześkowi. Zbierając swoje rzeczy wybiegłam z mieszkania. Kiedy byłam już na zewnątrz usiadłam na pobliskiej ławce i popłakałam się. Wiedziałam, że nie może między nami kolejny raz dojść do takiej sytuacji. W tym momencie poczułam się jak jakaś ostatnia szmata. Nie już nigdy więcej. Grzesiek jest moim kumplem i niech tak zostanie. Mam świadomość tego, że swoim zachowaniem dzisiaj mogłam stracić przyjaźń, która jest dla mnie ważna. Jednego jestem pewna Grzesiek nie jest facetem, z którym mogłabym spędzić resztę życia...
Cicha
Przepraszam wszystkich, że przez tak długo czas nie ukazywały się tutaj nowe rozdziały. Obiecuję poprawę. :)